Marek Papszun wzruszony zostając trenerem Legii. „To dla mnie coś wielkiego”
„Szczęśliwy to za mało” – tak Marek Papszun skomentował objęcie stanowiska trenera Legii Warszawa, wywołując spore poruszenie wśród kibiców. Po długich negocjacjach i nietypowych okolicznościach stało się jasne, że urodzony w stolicy szkoleniowiec wraca, by poprowadzić Wojskowych. Mimo wzruszenia mocno podkreślił wagę pracy, jaka czeka cały zespół oraz zaznaczył, że nie ma jednej recepty na sukces. Opowiedział o kulisach rozmów z Rakowem Częstochowa, relacjach w klubie oraz pierwszych planach na przyszłość w Legii.
Gdy Marek Papszun pojawił się na pierwszym spotkaniu z mediami jako szkoleniowiec Legii Warszawa, nie ukrywał emocji. „Na wstępie chciałbym podziękować Legii Warszawa – przede wszystkim właścicielowi klubu, panu Mioduskiemu, zarządowi z prezesem Herrą na czele, pionowi sportowemu za zaufanie, ale też cierpliwość i determinację” – podkreślał już na samym początku konferencji.
Sytuacja, w jakiej Legia finalnie podpisała kontrakt z Papszunem, była daleka od standardów. Sam szkoleniowiec przyznał, że wypracowanie porozumienia wymagało „wielu działań i pokonania trudności”, co tylko spotęgowało uczucie satysfakcji z powrotu do rodzinnego miasta: „Szczęśliwy to za mało. Jestem wzruszony, że zostałem trenerem Legii Warszawa, bo z tym miastem i klubem wiąże mnie bardzo dużo. Tu się urodziłem, tu toczyło się moje życie i tu wracam po wielu latach, jako szkoleniowiec pierwszej drużyny Wojskowych”.
Pierwsze kroki i plany nowego trenera
Od razu dało się zauważyć, że Papszun nie zamierza owijać w bawełnę. Doskonale zdaje sobie sprawę z oczekiwań kibiców i ogromnej odpowiedzialności. Wspomniał, że na ten moment najważniejsze będzie „odbudowanie zaufania kibiców”, a zespół musi „zakasać rękawy” i rozpocząć ciężką pracę. Przepis na sukces? Praca, praca, jeszcze raz praca – jak stwierdził – ale podkreślił, że liczy się nie tylko ilość, lecz także jakość i skuteczność codziennego działania.
W kontekście współpracy z zarządem oraz nowymi współpracownikami, trener podkreślił wartość zespołowości. „Moje sukcesy opierają się na pracy drużynowej, nie na indywidualnościach”.
Zapytany o ostatnie tygodnie, nie owijał w bawełnę – cała sytuacja transferowa oraz budowa kadry i jej konsekwencje to były trudne momenty, ale też, jak zaznaczył, cenne doświadczenie, które zamierza wykorzystać w dalszej pracy.
„To była generalnie ciężka runda, z różnych powodów. Od początku okresu przygotowawczego, ze względu na to, jak była budowana kadra. To, co się działo w rundzie, było tego konsekwencją. Ta historia miała głębsze podłoże niż tylko okres dwóch tygodni, w trakcie których Raków przegrał z Pogonią Szczecin i Górnikiem Zabrze. Finalnie to dla mnie olbrzymie doświadczenie, które wykorzystam w przyszłości, jako wartość dodaną do rozwoju.”
Do sprawy poufności zawartej z Rakowem Częstochowa podszedł z pełnym profesjonalizmem – nie zamierza publicznie komentować szczegółów porozumienia pomiędzy klubami.
Co do ewentualnych transferów i zmian w kadrze „Wojskowych”, szkoleniowiec zaznaczył, że za wcześnie na jakiekolwiek deklaracje. Najpierw zamierza dokładnie ocenić obecny stan drużyny i dopiero później podjąć pierwsze decyzje. Zaznaczył przy tym rolę pracy działu skautingu prowadzonego przez Piotra Zasadę, jednocześnie zapowiadając wstępne rozmowy z Fredim Bobiciem oraz Michałem Żewłakowem.
Sztab trenerski – temat wciąż otwarty. Papszun przyznał, że trwają rozmowy, a niektórzy współpracownicy z czasów jego pracy w Rakowie mogliby wzmocnić Legię. Na konkrety przyjdzie jednak poczekać.
Nowy trener był pytany także o ewentualne zmiany taktyczne, w tym o powrót do gry trójką z tyłu. Odpowiedział dyplomatycznie: ma pewien plan, ale wszystko zależy od rozmów z piłkarzami oraz analizy potencjału obecnej kadry. Trudno oczekiwać, by narzucał rewolucję bez poznania możliwości zawodników.
Atmosferę konferencji uzupełniło kilka niebanalnych refleksji. Mówiąc o dotychczasowej pracy nauczyciela stwierdził nawet, że jest z tego dumny, a każdy, kto traktowałby to zajęcie jako ujmę, jest w błędzie. Przy okazji przyznał, że być może symboliczne pompki za żart sprzed wielu lat o swoim objęciu Legii byłyby na miejscu.
W najbliższych dniach poznamy zapewne pierwsze szczegóły składu jego sztabu oraz ewentualnych wzmocnień. Papszun jednak wyraźnie podkreślił – na razie najważniejsze jest wejście w rytm pracy i spokojna diagnoza drużyny.