Górnik Zabrze zwycięża Koronę Kielce i dogania lidera Ekstraklasy
Komplet publiczności w Zabrzu, słoneczna aura i zwycięstwo wymęczone na boisku – taki był sobotni wieczór Górnika Zabrze. O wszystkim przesądził samobójczy gol Konrada Matuszewskiego, który uradował kibiców na Stadionie im. Ernesta Pohla i sprawił, że zabrzanie zrównali się punktami z prowadzącym Lechem Poznań. Troski mogą mieć za to fani Korony Kielce, bo przewaga nad strefą spadkową stopniała do zaledwie trzech punktów.
Sobotni mecz w Zabrzu przyciągnął tłum kibiców – trudno się dziwić, pogoda dopisała, trybuny wypełniły się po brzegi, a szkoleniowiec Górnika Zabrze Michal Gasparik wystąpił w eleganckiej marynarce. Najważniejsze działo się jednak na murawie, gdzie piłkarskie emocje długo nie porywały.
Spotkanie zakończyło się ostatecznie zwycięstwem gospodarzy po samobójczym trafieniu Konrada Matuszewskiego w 71. minucie – to właśnie ten moment wywołał euforię na stadionie. Wcześniej gra obu drużyn przypominała raczej zaciętą walkę bez klarownych okazji. Górnik naciskał od pierwszych minut, ale dwie świetne szanse stworzyła sobie Korona Kielce: najpierw po serii błędów w obronie gospodarzy w słupek trafił Slobodan Rubezić, a następnie dobrze zapowiadającą się kontrę zatrzymał ofiarnym powrotem Rafał Janicki, blokując uderzenie Stjepana Davidovicia.
Kibice Górnika mogą mówić o szczęściu – prowadzenie przyszło w dość nieoczekiwanych okolicznościach, gdy po rzucie rożnym defensor Korony niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Goście nie byli w stanie odpowiedzieć, a ich próby kończyły się niecelnymi strzałami głową Mariusza Stępińskiego i Pau Resty.
W drugiej części meczu nie zabrakło zmian – kontuzja barku wyeliminowała Erika Janzę, którego zastąpił Ondrej Zmrzly. Bliski wpisania się na listę asystujących był właśnie Zmrzly, jednak z jedenastu metrów pomylił się Yvan Ikia Dimi.
Górnik Zabrze - Korona Kielce 1:0 (0:0)
1:0 Konrad Matuszewski 71-sam.