Real Madryt ma poważne wątpliwości co do przyszłości Militão. Klub skanuje rynek
Trzy absencje trwające ponad 200 dni każda od momentu transferu do Madrytu. Éder Militão, który jako dziecko wolał latawce od piłki, teraz zmaga się z serią kontuzji zagrażającą jego pozycji w Realu.
Éder Militão nie zagrał ani minuty w tym sezonie. Brazylijczyk wciąż dochodzi do zdrowia po poważnej kontuzji, która pozbawiła go również udziału w mistrzostwach świata, a Real Madryt, choć oficjalnie podtrzymuje wiarę w swojego obrońcę, zaczyna się poważnie zastanawiać nad jego przyszłością.
Jak informuje dziennik „AS”, w klubie narastają wątpliwości dotyczące kondycji fizycznej 27-latka. Od momentu przeprowadzki do Madrytu Militão trzykrotnie pauzował przez minimum 200 dni, w tym raz z powodu zerwania więzadła krzyżowego. Dla środkowego obrońcy, którego gra opiera się na szybkości i dynamice, to alarmujący bilans.
Historia Militão to jednak coś więcej niż seria urazów. Chłopak z Sertãozinho wcale nie marzył o piłkarskiej karierze. W rozmowie z „Globo Esporte” przyznawał, że jako dziecko bardziej kręciły go latawce, rower i bieganie po ulicy. Futbol wszedł w jego życie na poważnie dopiero w okresie dojrzewania, choć ojciec Valdo, były piłkarz Corinthians, od początku widział w nim potencjał.
Droga do profesjonalnego grania była kręta. Dwie pierwsze próby dostania się do akademii São Paulo zakończyły się odrzuceniem. Dopiero za trzecim razem, jako 13-latek, został przyjęty i opuścił rodzinne miasto, zamieszkując w internacie kilkaset kilometrów od rodziców. Co ciekawe, początkowo grał tam jako ofensywny pomocnik. Dopiero decyzja trenera Geraldo o cofnięciu go do defensywy nadała jego karierze właściwy kierunek. Sam Militão nie był z tego pomysłu zadowolony, ale okazał się on strzałem w dziesiątkę.
W FC Porto przeszedł kolejną transformację pozycyjną. Sérgio Conceição przesunął go na prawą stronę obrony po powrocie Pepe do składu. Brazylijczyk wspominał później ten okres z ogromnym sentymentem. W rozmowie z „A Bola” mówił, że Porto zawsze będzie miało szczególne miejsce w jego sercu, a wpływ Pepe i Conceição na jego rozwój był nieoceniony.
Potem przyszedł Real i 50 milionów euro na metce. Militão nie ukrywał w tej samej rozmowie, że kwota transferu generowała sporą presję. Miał poczucie, że musi udowodnić swoją wartość. Przez pierwsze sezony robił to skutecznie, ale ciało zaczęło go zdradzać.
Teraz w Madrycie liczą i kalkulują. Po odejściu Davida Alaby i ze zbliżającym się końcem kariery Antonio Rüdigera jedynymi realnymi długoterminowymi opcjami w środku obrony pozostają Ibrahima Konaté i Dean Huijsen. Raúl Asencio nie cieszy się już wysokimi notowaniami w klubie. Real aktywnie monitoruje rynek transferowy, szukając wzmocnienia, które mogłoby pojawić się już w styczniowym oknie.
A Militão? Poza boiskiem wciąż puszcza latawce, których ma w domu około dziesięciu, przywiezionych z Brazylii. Gra w padla, choć sam przyznaje, że niespecjalnie mu to wychodzi, i słucha brazylijskiego funku. Teraz jednak najważniejszy jest powrót na murawę. I pytanie, czy jego ciało pozwoli mu jeszcze grać na poziomie, jakiego wymaga Real Madryt.