Masłowski nie gryzie się w język: „Nie wszyscy zdają sobie sprawę, w jakim klubie się znajdują”
Dyrektor pionu sportowego Widzewa Łódź otwarcie wskazał największe bolączki zespołu. Jego słowa o świadomości piłkarzy i braku powtarzalności nie pozostawiają złudzeń co do skali problemów w łódzkim klubie.
Łukasz Masłowski nie owijał w bawełnę. W rozmowie z kanałem „Rozmowy Tylko Sportowe” dyrektor pionu sportowego Widzewa Łódź wprost przyznał, że część piłkarzy nie rozumie, czego wymaga gra w tym klubie.
„Ostatni sparing pokazał, że nie wszyscy chyba do końca zdają sobie sprawę z tego, w jakim klubie się znajdują i czego się od nich oczekuje” – powiedział Masłowski, dodając, że wymagania stawiają zarówno kibice, właściciel, jak i pion sportowy.
To mocne słowa od człowieka, który do Widzewa wrócił w sierpniu 2026 roku po ponad czterech latach spędzonych w Jagiellonii Białystok. W tym czasie białostocki klub zdobył historyczne mistrzostwo Polski i trzykrotnie z rzędu kończył sezon na podium. Masłowski objął w Łodzi stanowisko szefa całego pionu sportowego, w ramach którego współpracuje z dyrektorem sportowym Arturem Płatkiem oraz odpowiedzialnym za scouting Piotrem Kosiorowskim.
Jego diagnoza obecnej sytuacji jest jednoznaczna. Widzew ma jakość w poszczególnych zawodnikach, ale nie potrafi jej przełożyć na poziom całego zespołu. A największą bolączką jest brak powtarzalności.
„Gdybym miał wskazać zawodnika, który na dziewięć spotkań siedem rozegrał dobrze, a dwa słabo, miałbym z tym duży problem” – przyznał Masłowski. „Nie chcę drużyny, która będzie dobra tylko epizodami. Chcę zespołu powtarzalnego, bo dopiero wtedy można myśleć o regularnym wygrywaniu”.
Problem dotyczy też dyscypliny taktycznej. Masłowski zwrócił uwagę, że jeśli skrzydłowi mają grać wysoko i szeroko, powinni to robić konsekwentnie, a nie tylko przez fragment meczu. Podobnie z pressingiem po stracie piłki – albo wraca cały zespół, albo wysiłek siedmiu zawodników idzie na marne.
Jeśli chodzi o cele na trwający sezon, 45-letni działacz zachowuje realizm. Ósma pozycja na koniec rozgrywek byłaby według niego bardzo dobrym wynikiem. Jednocześnie postawił wyraźną granicę: ponowna walka o utrzymanie oznaczałaby kolejny stracony sezon. Co ciekawe, nie ma pretensji do piłkarzy, którzy publicznie mówią o walce o pierwszą trójkę. Chciałby tylko, żeby te ambicje w końcu zaczęli pokazywać na boisku.
Masłowski podkreślił też, że wspólnie z właścicielem Robertem Dobrzyckim pracują nad stworzeniem odpowiedniego środowiska w klubie. „Kluczowe jest stworzenie środowiska złożonego z ludzi głodnych, nienasyconych i chcących coś wygrać” – tłumaczył. Zawodnik przychodzący do Widzewa ma myśleć nie tylko o własnej karierze, ale też chcieć rozwijać się razem z klubem. Do tego, jak sam przyznał, potrzeba cierpliwości i odpowiednich ludzi.