Koźmiński: Górnik, Legia i Lech powalczą o mistrzostwo Polski

Marek Koźmiński wskazał kandydatów do mistrzostwa Polski. Wspomniał o Papszunie i Legii

SWIETO PILKI NOZNEJ  10-LAT PGE NARODOWY CEREMONIA ROZDANIA NAGROD MAREK KOZMINSKI
fot. Marcin Szymczyk
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
4 minuty czytania

Górnik Zabrze zrobił na Marku Koźmińskim największe wrażenie na początku sezonu. Były reprezentant Polski widzi jednak w walce o mistrzostwo również Legię Warszawa i Lecha Poznań. W rozmowie ze Stolicą Sportu odniósł się także do Marka Papszuna.

Jak Pan patrzy na początek sezonu ligowego, to jest jakaś drużyna, która zrobiła na Panu największe wrażenie? I czy jest jakiś zespół, który Pana rozczarował?

– Górnik Zabrze na plus, Raków Częstochowa na minus.

Górnik konsekwentnie, z roku na rok, staje się drużyną bardziej kompletną, bez jakichś wielkich – oczywiście proporcjonalnie do tych najlepszych klubów – wydatków. Jest budowany rozsądnie, logicznie. Widać rękę klubu, zarządzających, trenera.

A z drugiej strony Raków, który przeżywa kryzys. On się, według mnie, z tego wszystkiego podźwignie, ale tam kryzys rozpoczął się od wielokrotnej zmiany trenerów. Jest ciągła roszada, roszada, roszada. To się w pewnym momencie musi skończyć, bo ktoś tym wszystkim musi zarządzać.

To są takie dwa ekstrema. Raków w pucharach w zeszłym roku wysoko skończył, ma prawie ten sam skład, nic wielkiego nie potracił i nagle nie idzie. I to nie idzie na grubo.

Marka Papszuna w Rakowie nie ma, więc można powiedzieć, że są problemy.

– Tak, trzeba przyznać, że Marek Papszun był twórcą tych sukcesów. Teraz to widać, zresztą było widać już wcześniej.

Słabym organizmem – mam na myśli jakość stołecznych piłkarzy, bo to nie jest Legia sprzed dwóch lat – zarządza dobrze i jest wysoko w tabeli. Jego praca jest widoczna.

Jego ręka może sprawić, że Legia będzie się liczyć w walce o mistrzostwo?

– Może, absolutnie może. Już się liczą. Mają ogromny plus, bo nie grają w europejskich pucharach.

To może być dość znaczący plus, zwłaszcza w kolejnych etapach sezonu.

– Szczególnie teraz, w okresie jesienno-zimowym.

Legia będzie mistrzem?

– Ma duże szanse. Czy zostanie mistrzem? To będzie zależało od siły Lecha, od tego, jak pójdzie Górnikowi. Na dzisiaj powiedziałbym, że po złoto sięgnie klub z Zabrza, ale to jest początek sezonu, jeszcze daleka droga. Jest kilku konkurentów.

Ja bym powiedział tak: chyba w tym roku Jaga nie, bo ma więcej problemów niż w latach poprzednich. Trójka: Legia, Lech i Górnik. Tak to widzę.

Myślałem, że w tym sezonie będzie się też liczył Widzew, ale widzę, że znowu się tam kotłuje. Dużo tych zmian. To nigdy nie są rzeczy korzystne. Ale mają piłkarzy. To jest mocna drużyna, która, jak się ułoży, będzie się liczyć, lecz strata zaczyna być istotna na starcie.

A jak się Panu Lech podoba?

– To jest drużyna, która od wielu lat jest w czubie tabeli. Pytanie, czy da radę na dwóch frontach. To jest główne pytanie co do Lecha.

Gdyby grali tylko ligę, nie mieliby europejskich pucharów, to byłby dla mnie faworyt numer jeden. Natomiast z racji tego, że występują na dwóch frontach, ten okres, który przyjdzie po reprezentacji, będzie dla nich bardzo ciężki.

Wspomniał Pan o Górniku Zabrze. Co może Pan powiedzieć o trenerze Gaspariku?

– Dużej klasy fachowiec, pasuje do tego organizmu, który tam się wytworzył i który tam funkcjonuje. Ja go nie znam, więc trudno mi coś więcej powiedzieć. Nie oglądam na co dzień meczów tego zespołu, nie jestem jakimś fachowcem od Górnika, żeby oceniać to tak dogłębnie. Ale robota jest wykonywana perfekcyjnie i to nie jest przypadek, że tak idzie.

To dopiero będzie szło, bo uważam, że Górnik jeszcze nie powiedział ostatniego słowa. Pechowo trafił w pucharach, bo trafił bardzo wysoko, ale to wbrew pozorom może być na końcu dla niego plus.

Gasparik to najlepszy trener Ekstraklasy, patrząc na wyniki i styl?

– Pod tym względem: tak.

A najlepszy zawodnik Ekstraklasy?

– Nie miałbym jednoznacznego wyboru. Jest dzisiaj dużo zawodników, którzy potencjalnie mogliby być najlepszymi, ale dopiero się rozkręcają, bo europejskie puchary trochę wybijają z rytmu.

Dziś nie widzę takiego piłkarza, o którym powiedziałbym: „Ten już jest top”. Nie.

Źródło: Stolica Sportu

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie