Górnik Zabrze rozbił Jagiellonię 3:1 i wrócił na czoło Ekstraklasy

Górnik Zabrze rozbił Jagiellonię w Białymstoku

PKO EKSTRAKLASA  LEGIA WARSZAWA - GORNIK ZABRZE STERGIOS FOTOPOULOS
fot. Marcin Szymczyk
Domyślna grafika
Maciek
2 minuty czytania

Jagiellonia bez zdyskwalifikowanego Adriana Siemieńca na ławce nie potrafiła powstrzymać rozpędzonego Górnika. Zabrzanie po bezbramkowej pierwszej połowie błyskawicznie przejęli kontrolę i wygrali 3:1, odzyskując prowadzenie w tabeli PKO Ekstraklasy.

Górnik Zabrze wygrał 3:1 z Jagiellonią Białystok w meczu 10. kolejki PKO Ekstraklasy i ponownie objął prowadzenie w ligowej tabeli. Spotkanie w Białymstoku od początku miało dodatkowy kontekst, bo na ławce gospodarzy zabrakło Adriana Siemieńca, który odbywa sześciomeczową dyskwalifikację w związku z tzw. aferą sms-ową. Zespół prowadził Mikołaj Łuczak.

Pierwsza połowa należała do bramkarzy. Philipp Schulze w bramce Górnika kilkakrotnie ratował swój zespół, w tym po groźnym strzale Ousmane Sow'a i uderzeniu Jesusa Imaza pod poprzeczkę. Po drugiej stronie Sławomir Abramowicz dwukrotnie zatrzymał z bliska Paulo Bernardo. Jagiellonia mogła też mieć pretensje do sędziego Wojciecha Mycia, który nie podyktował rzutu karnego po kontakcie Rafała Janickiego z Imazem w polu karnym.

Po przerwie obraz gry zmienił się diametralnie. W 51. minucie po wrzutce w pole karne i zamieszaniu Jarosław Kubicki z bliska wpakował piłkę do siatki. Siedem minut później Sondre Liseth podwyższył na 2:0, pokonując Abramowicza z kilku metrów. Jagiellonia wyglądała na pokonaną.

Imaz nie zamierzał się jednak poddawać. W 67. minucie Hiszpan strzelił z bardzo ostrego kąta, a piłka przy słupku wpadła do bramki Schulzego. To trafienie na 1:2 tchnęło życie w gospodarzy. Chwilę później Imaz ponownie trafił do siatki, ale gol został anulowany po analizie VAR. Sędzia dopatrzył się faulu Andersa Klynge'a na Malthe Hojholcie.

Ostatnie słowo należało do Górnika. Zabrzanie skutecznie bronili dostępu do własnej bramki, a w 14. minucie doliczonego czasu gry wynik na 3:1 ustalił Kacper Urbański, który wszedł na boisko z ławki rezerwowych zaledwie kilka minut wcześniej.

Źródło: Stolica Sportu

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie