Tymoteusz Puchacz zdradza marzenie: Premier League na celowniku
Tymoteusz Puchacz nie owija w bawełnę – jego największym niezrealizowanym marzeniem jest gra w Premier League. Choć świetnie czuje się w Baku i podkreśla, że obecnie nie spieszy się z wyjazdem, zapowiada, że gdyby pojawiła się okazja, poszedłby do każdego klubu w angielskiej elicie, nawet takiego jak Coventry czy Hull. Po udanym powrocie do reprezentacji Polski i debiucie z Sabah Baku w Lidze Mistrzów nie zamierza zbaczać z obranej ścieżki.
Gdyby zapytać Tymoteusza Puchacza o największe sportowe marzenie, odpowiedź pojawia się bez zastanowienia – Premier League. Obecny sezon spędza w Sabah Baku, gdzie z miejsca stał się ważnym graczem i, co ciekawe, wrócił do łask selekcjonera reprezentacji Polski po niemal dwuletniej przerwie. Ta forma, jak sam podkreśla, nie pojawiła się znikąd, a zmiana klimatu tylko mu posłużyła.
Z TVP Sport porozmawiał bez ogródek o swoich planach i uczuciach związanych z występami za granicą. Zapytany o możliwość powrotu do Europy Zachodniej, nie pozostawił złudzeń: jest mu dobrze w Baku, życie toczy się spokojnie, a bezpieczeństwo i klimat przypominają Europę. Ale – jak sam zdradził – „do spełnienia sportowych marzeń zostało mi jedno: zagrać w Premier League”.
Nie mówi tego jako żart – według jego słów, do angielskiej elity poszedłby „nawet do Coventry czy Hull”, czyli klubów znajdujących się poniżej ligowego topu. Wyraźnie zaznaczył też, że nie zamierza robić niczego na siłę. Jeśli trafia się okazja, wykorzystuje ją, ale nie zamierza forsować transferu wbrew sobie.
Choć już miał styczność z angielską piłką – występował bowiem w Championship, reprezentując Plymouth Argyle, a w Pucharze Anglii stanął naprzeciw Liverpoolowi – to dalej główny cel pozostaje niezrealizowany.
Tymczasem cieszy się awansem z Sabah Baku do Ligi Mistrzów. Debiutował w tych rozgrywkach przeciwko Manchesterowi United na Old Trafford, a przed nim jeszcze konfrontacja m.in. z FC Barceloną.