Bayern Monachium obserwuje Daniego Olmo, ale zawodnik nic o tym nie wie
Jeszcze kilka lat temu szlifował talent w Lipsku, teraz jest filarem Barcelony. Tymczasem w Monachium układają zimowe plany transferowe i na liście pojawia się nazwisko hiszpańskiego pomocnika. Problem w tym, że nikt nie raczył go o tym poinformować.
Dani Olmo figuruje na liście zimowych celów transferowych Bayernu Monachium. Tak przynajmniej wynika z doniesień medialnych, bo sam zawodnik nie został poinformowany o jakimkolwiek zainteresowaniu ze strony bawarskiego klubu. Według dziennika MARCA żaden przedstawiciel Bayernu nie skontaktował się dotąd ani z 28-letnim pomocnikiem, ani z jego agentem.
Bayern śledzi karierę Olmo od dawna. Przez cztery lata gry Hiszpana w RB Lipsk monachijczycy mogli z bliska obserwować jego rozwój, a podziw nie zniknął po powrocie piłkarza do Barcelony. Teraz, w obliczu pytań o głębię składu ofensywnego i niepewnej przyszłości takich graczy jak Michael Olise czy Jamal Musiala, szefostwo Bayernu analizuje, czy próba sprowadzenia Olmo zimą miałaby sens.
Sam zainteresowany tymczasem spokojnie robi swoje w Katalonii. W tym sezonie wystąpił we wszystkich ośmiu meczach drużyny Hansiego Flicka i jest ważnym elementem układanki taktycznej. Kontrakt wiąże go z Barceloną jeszcze przez ponad trzy lata, a jego rynkowa wycena oscyluje wokół 70 milionów euro. Nic nie wskazuje, żeby Katalończycy rozważali sprzedaż pomocnika w trakcie sezonu.
Droga Olmo do obecnej pozycji była zresztą daleka od typowej. Jako 16-latek podjął zaskakującą decyzję i opuścił akademię Barcelony, przenosząc się do Dinama Zagrzeb. Na początku mieszkał w Chorwacji tylko z mamą, nie znał języka, trafił w zupełnie obce środowisko. Z czasem nauczył się chorwackiego na tyle biegle, że udzielał wywiadów w tym języku. W Dinamie spędził pięć lat i wielokrotnie powtarzał, że traktuje Chorwację jako swój drugi dom.
Co ciekawe, w La Masii Olmo grał przede wszystkim jako napastnik i w czterech z sześciu sezonów w akademii był najlepszym strzelcem swojego zespołu. Dopiero w Dinamie przesunięto go do środka pola, co miało kluczowe znaczenie dla jego dalszego rozwoju. Nauczył się lepszego czytania gry i wykorzystywania przestrzeni, umiejętności, z których słynie do dziś.
Z Zagrzebia trafił do Lipska, z Lipska wrócił do Barcelony. Teraz Bayern zastanawia się, czy spróbować go stamtąd wyrwać. Żeby jednak ta historia nabrała realnych kształtów, ktoś z Monachium musiałby w końcu podnieść słuchawkę.