Marcin Bułka wyrósł na jedynkę kadry. Rok temu chodził o kulach
Jeszcze dwanaście miesięcy temu Marcin Bułka zmagał się z poważną kontuzją kolana i poruszał się o kulach. Dziś jest podstawowym bramkarzem reprezentacji Polski i nie zamierza oddać tej pozycji.
Rok temu Marcin Bułka chodził o kulach po poważnej kontuzji kolana. W październiku 2026 roku jest podstawowym bramkarzem reprezentacji Polski. Dystans między tymi dwoma momentami mierzy się nie tylko miesiącami, ale też kolejnymi trudnymi decyzjami, które w końcu złożyły się w spójną całość.
Bułka sam przyznał to podczas konferencji prasowej transmitowanej na kanale Łączy nas piłka. „Po pierwszym meczu z Bośnią, jak patrzyłem trochę wstecz, to minął równo rok, odkąd chodziłem o kulach. W tym roku mogłem wyjść na Stadion Narodowy i zagrać w bramce reprezentacji, więc to cieszy” — powiedział bramkarz.
Droga do tego momentu była kręta. Urodzony w Płocku wychowanek Stegnów Wyszogród i MDK Król Maciuś Płock przeszedł przez Escolę Varsovia, a zanim podpisał kontrakt z Chelsea, był nawet na testach w FC Barcelonie. W akademii londyńskiego klubu spędził trzy lata, ale na debiut w pierwszym zespole nie doczekał się. Potem PSG, gdzie zagrał zaledwie dwa razy, choć w CV mógł wpisać mistrzostwo Francji i krajowe puchary. Wypożyczenia do Cartageny i Châteauroux, w końcu OGC Nice, gdzie wreszcie na dłużej został podstawowym golkiperem Ligue 1 i rozegrał 89 spotkań.
Latem 2025 roku przeniósł się do saudyjskiego NEOM SC za około 15 milionów euro, podpisując czteroletni kontrakt. Miał być jednym z filarów ambitnego projektu, ale pierwszy sezon szybko przekreśliła kontuzja kolana. Zaledwie sześć występów. Dopiero w sezonie 2026/27 wrócił do regularnej gry i we wrześniu został wybrany najlepszym bramkarzem miesiąca Saudi Pro League, po meczach takich jak zwycięstwo nad Al-Hilal 2:0.
W reprezentacji debiutował w listopadzie 2023 roku przeciwko Łotwie, jeszcze za kadencji Michała Probierza. Przez długi czas nie był jednak pewniakiem. Jan Urban na początku swojej pracy z kadrą nie powołał go wcale, tłumacząc, że „traci go z pola widzenia”. Wszystko zmieniły kontuzje Kamila Grabary i Bartłomieja Drągowskiego. 25 września Bułka stanął w bramce przeciwko Bośni i Hercegowinie i zachował czyste konto. Tydzień później przeciwko Rumunii kilkakrotnie ratował Polaków, w tym dwukrotnie zatrzymując Daniela Birligeę, a zespół wygrał 6:0.
Teraz bramkarz nie ukrywa swoich ambicji. „Na pewno moim celem jest gra w kadrze. Przez mecze, które będzie mi dane rozegrać, na pewno będę chciał pokazać swoją wartość, budować swoją pozycję i udowodnić, że to miejsce może być dla mnie” — zaznaczył.
O wygranej z Rumunią mówił konkretnie. „Pokazywaliśmy, że chcemy cały czas grać do przodu. Nie cieszyliśmy się z minimalnego wyniku. Po czerwonej kartce próbowaliśmy zdobyć więcej bramek i tak też się udało. Dla ofensywy, jak i defensywy czyste konto plus sześć bramek to adekwatny rezultat do ambicji, które sobie postawiliśmy”.
W poniedziałek o 20:45 Polaków czeka rewanż z Bośnią i Hercegowiną w Zenicy. Pierwsze spotkanie tych drużyn w bieżącej edycji Ligi Narodów zakończyło się bezbramkowym remisem. Bułka wie, co go czeka. „Bośnia to niełatwy teren dla każdego rywala, który tutaj przyjeżdża. Boisko zawsze weryfikuje. Nie myślimy o niczym innym, tylko o trzech punktach”.