Roy Keane nie wyklucza powrotu na ławkę trenerską. „Płomyk wciąż się tli”
Legenda Manchesteru United od lat pracuje jako ekspert telewizyjny, ale przyznaje, że weekendowe mecze wciąż budzą w nim trenerski instynkt. Choć sam nazywa taki scenariusz mało prawdopodobnym, nie zamyka drzwi przed potencjalną zmianą kariery.
Roy Keane ogląda weekendowe mecze i myśli sobie: mógłbym tam wejść i zrobić robotę. 55-letni Irlandczyk powiedział to wprost w programie Sky Sports A-Z, podsycając spekulacje o ewentualnym powrocie na ławkę trenerską.
„Dziwnym trafem, w weekendy, kiedy oglądam mecze, są drużyny, na które patrzę i myślę: chyba mógłbym tam wejść i wykonać dobrą pracę” — przyznał Keane. Zaraz jednak zastrzegł, że to uczucie pojawia się tylko w sobotę i niedzielę. W poniedziałek znika. „Ci wszyscy trenerzy jeżdżący autostradami w górę i w dół, cały ten stres…” — dodał, jakby sam siebie przekonywał, że lepiej zostać przy tym, co robi.
A robi to od lat. Po krótkich epizodach trenerskich w Sunderlandzie, z którym w 2007 roku wywalczył awans do Premier League, oraz w Ipswich Town, Keane osiadł w roli eksperta telewizyjnego. Stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Sky Sports, słynącą z bezpardonowych opinii.
Tym razem jednak dał do zrozumienia, że trenerski ogień nie zgasł do końca. „Płomyk pilotowy wciąż się tli. Gdyby ktoś zadzwonił i powiedział… kto wie? To mało prawdopodobne” — stwierdził. Przyznał jednocześnie, że w ostatnich latach dostawał propozycje objęcia zespołu, lecz za każdym razem zniechęcały go szczegóły: negocjacje kontraktowe, kompletowanie sztabu, biurokracja. „I wtedy mówisz sobie: zostań przy tym, co robisz”.
Keane ma za sobą jedną z najwybitniejszych karier w historii angielskiej piłki. Do Manchesteru United trafił w 1993 roku z Nottingham Forest za 3,75 miliona funtów, co stanowiło wówczas brytyjski rekord transferowy. Co ciekawe, był o krok od podpisania kontraktu z Blackburn Rovers, ale transakcja nie doszła do skutku, bo pracownicy klubu wyszli z biura na weekend, zanim sfinalizowano dokumenty. Następnego dnia zadzwonił Alex Ferguson.
Przez 12 lat na Old Trafford Keane zdobył siedem mistrzostw Anglii, cztery Puchary Anglii i Ligę Mistrzów. Został kapitanem po odejściu Erica Cantony w 1997 roku i szybko wyrósł na jednego z najważniejszych liderów ery Fergusona. Nie mógł jednak zagrać w finale Ligi Mistrzów 1999 z Bayernem Monachium, bo w pamiętnym półfinale z Juventusem obejrzał żółtą kartkę wykluczającą go z decydującego spotkania.
Jego charakter budził respekt i kontrowersje w równym stopniu. Słynął z bezwzględnych wymagań wobec kolegów, a kibiców na Old Trafford potrafił nazwać „prawn sandwich brigade”, krytykując atmosferę podczas europejskich wieczorów. Odejście z United w 2005 roku, po otwartym konflikcie z Fergusonem, było jednym z najbardziej burzliwych rozstań w historii klubu. Lata później Keane przyznał w programie „The Overlap”, że po opuszczeniu ośrodka treningowego Carrington płakał w samochodzie.
W 2021 roku został włączony do Premier League Hall of Fame. Na koncie ma 366 występów i 39 bramek w ligowych rozgrywkach, a w barwach United łącznie 480 meczów i 51 trafień.
Teraz znów pojawia się pytanie, czy kiedykolwiek wróci na ławkę. Keane sam nie potrafi na nie odpowiedzieć jednoznacznie. Ale pilotowy płomyk, jak mówi, wciąż się tli.