Szalony wieczór w Lidze Mistrzów – siedem goli na Anfield, hat-trick Fodena i dublet McTominaya
Liverpool przegrywał już 0:2 z Villarrealem, ale w niecałe pół godziny gry odwrócił losy spotkania i wygrał 4:3. We wtorkowy wieczór w Lidze Mistrzów nie brakowało zwrotów akcji również w Manchesterze, Neapolu i Stuttgarcie.
Liverpool znalazł się w potężnych tarapatach już po czterech minutach meczu z Villarrealem. Georges Mikautadze wykorzystał błąd defensywy gospodarzy i otworzył wynik, a w 29. minucie Sergi Cardona po podaniu Nathana Saliby podwyższył na 2:0. Anfield zamarło.
Odpowiedź przyszła jeszcze przed przerwą. W 36. minucie kontaktowego gola strzelił Alexis Mac Allister, a w doliczonym czasie pierwszej połowy Ronald Araujo doprowadził do wyrównania po asyście Rio Ngumohy. Po zmianie stron Liverpool nie zdejmował nogi z gazu. Ngumoha znów wypatrzył Mac Allistera, który w 65. minucie trafił po raz drugi, a cztery minuty później Florian Wirtz dobił rywala na 4:2. Villarreal zdołał jeszcze odpowiedzieć trafieniem Taniego Oluwaseyiego w 87. minucie, ale na odrobienie strat zabrakło czasu. Komplet punktów został na Anfield.
Spotkanie prowadził Szymon Marciniak z niemal w pełni polską obsadą. Na liniach pracowali Tomasz Listkiewicz i Adam Kupsik, sędzią technicznym był Wojciech Myć, a za VAR odpowiadał Piotr Lasyk. Jedynym obcokrajowcem w ekipie był niemiecki AVAR Benjamin Brand.
Znacznie spokojniejszy przebieg miało starcie Manchesteru City z AEK Ateny. Ekipa Pepa Guardioli rozbiła Greków 5:1, a wielkim bohaterem wieczoru został Phil Foden. Anglik skompletował hat-tricka, trafiając w 34., 65. i 76. minucie. Strzelanie otworzył Elliot Anderson w 12. minucie, a po przerwie dołożył jeszcze Rayan Cherki. Honorowe trafienie AEK to dzieło Stavrosa Piliosa.
W Neapolu też nie brakowało emocji. Napoli objęło prowadzenie już w pierwszej minucie po efektownym uderzeniu Matteo Politano. Bodo/Glimt dwukrotnie wyrównywało, ale za każdym razem odpowiadał Scott McTominay. Szkot trafił w 41. i 75. minucie, a wynik na 4:2 ustalił w końcówce samobój Odina Bjørtufta.
Najmniej goli padło w Stuttgarcie. VfB objął prowadzenie w 36. minucie po strzale Jamiego Lewelinga zza pola karnego, lecz zaraz po przerwie wyrównał Julian Alvarez. Dla Argentyńczyka było to pierwsze trafienie w barwach Atletico od końcówki kwietnia. Sytuacja gości skomplikowała się w 64. minucie, gdy Morten Hjulmand obejrzał czerwoną kartkę. Stuttgart przez ostatni kwadrans napierał, ale drużyna Diego Simeone wybroniła się w dziesiątkę i przywiozła do Madrytu punkt.