Napastnik wróci do reprezentacji? „Dostałem informację, że będą mnie obserwować”
Osiemnaście goli w Ekstraklasie, 120 meczów w barwach Korony Kielce, później Zagłębie Sosnowiec i transfer do Podbeskidzia. Jewgienij Szykawka opowiedział Stolicy Sportu o swojej karierze, najważniejszych decyzjach oraz planach na przyszłość. Białorusin nie ukrywa, że wciąż marzy o powrocie na najwyższy poziom i do reprezentacji.
Przejdźmy do 2022 roku, kiedy trafił pan do Polski. Czy z perspektywy czasu była to jedna z najlepszych decyzji w pana życiu?
– Zdecydowanie. To była dla mnie bardzo dobra decyzja. W styczniu minie już pięć lat, odkąd jestem w Polsce. Urodziła się tutaj również moja córka.
Wtedy miałem wybór, bo mogłem zostać w Kazachstanie. Dostałem też ofertę z Korony i długo się nad tym zastanawiałem. Chciałem jednak jeszcze pograć w piłkę i spróbować swoich sił w Europie. Słyszałem, że w Polsce jest dobry poziom, zarówno pod względem sportowym, jak i organizacyjnym, stadionów czy funkcjonowania klubów. Ten wybór był dla mnie bardzo ważny i oczywiście uważam, że podjąłem bardzo dobrą decyzję.
Miał pan wtedy jeszcze inne propozycje, z Polski lub zagranicy?
– Otrzymałem kilka ofert z Kazachstanu. Grałem tam przez pół roku i była możliwość, żebym został. Miałem na stole kilka opcji, a także propozycję z Korony, i musiałem zdecydować. Dużo nad tym myślałem, ale ostatecznie wybrałem Kielce.
Kiedy dostał pan ofertę z Korony, wiedział pan wcześniej coś o tym klubie albo o polskiej piłce?
– Szczerze mówiąc, nic. Rozmawiałem z menedżerem, a później sam szukałem informacji w internecie. Pomyślałem, że to będzie dobry poziom – zarówno pod względem stadionów, organizacji gry, jak i funkcjonowania klubu. Tak naprawdę nie wiedziałem jednak zbyt wiele. Pamiętam, że obejrzałem wtedy kilka skrótów i właściwie tyle.
Spodziewał się pan wtedy, że kilka lat później nadal będzie pan w Polsce?
– Nie. Podpisałem wtedy umowę na półtora roku, a przed nami była jeszcze druga runda pierwszej ligi. Kiedy podpisywałem kontrakt, oczywiście nie myślałem, że zostanę tutaj aż tak długo. W życiu piłkarza normalne jest przecież to, że zmieniasz klub albo nawet kraj. Szczerze mówiąc, chciałem jednak gdzieś zostać na dłużej i ostatecznie rzeczywiście się to udało. Mam z Korony bardzo fajne wspomnienia – zarówno związane z piłką, jak i z życiem w Polsce oraz w Kielcach.
Spędził pan w Koronie trzy i pół roku, rozegrał 120 meczów i strzelił 25 goli. Jest pan zadowolony z tego okresu?
– Zdecydowanie. To był bardzo pozytywny okres w mojej karierze. Myślę, że to klub, w którym zostawiłem kawał siebie. Ze strony klubu również zawsze spotykały mnie dobre rzeczy. Nie pamiętam jakiegoś złego momentu w relacjach z Koroną. Były też trudne chwile, choćby walka o utrzymanie w ciężkich warunkach, ale wspomnienia mam wyłącznie pozytywne.
Jeśli chodzi o pozostanie w Kielcach, to był mój ostatni rok i czekałem na decyzję dotyczącą kontraktu. Ostatecznie klub zdecydował, że go nie przedłuży. Była zmiana właściciela, klub chciał walczyć o coś więcej i podjął taką decyzję. Ja ją szanuję. Oczywiście miałem nadzieję, że dostanę propozycję pozostania, ale tak się nie stało. Takie jest życie, trzeba iść dalej.
W sezonie 2023/24 strzelił pan dziesięć goli w Ekstraklasie. Czy wtedy pojawiło się większe zainteresowanie pana osobą?
– W ówczesnym sezonie rzeczywiście pojawiały się propozycje. Były też kluby z Polski. Pamiętam kilka zespołów, które albo walczyły wtedy o awans do Ekstraklasy, albo już go wywalczyły. Miałem z nimi rozmowy, ale pamiętam, że wszystkim mówiłem praktycznie to samo: jeśli Korona zostanie w Ekstraklasie, to chcę zostać w Koronie. Do końca sezonu zostały wtedy chyba dwie czy trzy kolejki, a nasza sytuacja nie była łatwa. Powiedziałem więc, żebyśmy poczekali do końca i wtedy zobaczymy, co będzie dalej.
Pamięta pan, jakie kluby się wtedy zgłaszały?
– Pamiętam, że była rozmowa z Arką Gdynia. Z tego, co pamiętam, potrzebowali wtedy chyba jednego punktu w dwóch meczach, żeby awansować bezpośrednio. Ostatecznie jednak nie wszystko poszło po ich myśli i chyba przegrali w barażach. Drugiego klubu już nie pamiętam, ale na pewno była wtedy Arka.
Ostatecznie został pan w Koronie i dalej grał w Ekstraklasie. A kiedy odchodził pan po sezonie 2024/25, nie było innych opcji z Ekstraklasy? Czy Zagłębie Sosnowiec było jedyną konkretną propozycją?
– Wtedy długo czekałem na jakieś konkretne propozycje. Miałem sporo rozmów, ale żadna nie zakończyła się finalną ofertą i możliwością podpisania kontraktu. Miałem też propozycje z zagranicy, między innymi z Kazachstanu, ale wtedy nie chciałem już wyjeżdżać z Polski.
Latem ub.r. zagrałem jeszcze ostatni mecz w reprezentacji i strzeliłem gola. W tym czasie moja żona była w ciąży i wspólnie podjęliśmy decyzję, że nie chcemy wyjeżdżać z Polski. Bardzo dobrze się tutaj czuliśmy i dlatego zdecydowaliśmy, że zostajemy.
Jak wspomina pan Zagłębie Sosnowiec? Pod względem liczb był to udany sezon 2025/26 – 30 meczów i 10 bramek. Spędził pan tam jednak tylko rok, a później doszło do rozwiązania umowy.
– Trudno jednoznacznie wspominać ten okres, bo klub spadł do trzeciej ligi. Wszyscy wiedzą, że warunki w Sosnowcu są bardzo dobre i naprawdę życzę temu klubowi, żeby wrócił do drugiej ligi, a później może nawet do pierwszej czy Ekstraklasy. Mają wszystko, żeby to osiągnąć.
Trudno mi powiedzieć, co dokładnie się tam wydarzyło. Ze swojej strony starałem się dawać z siebie wszystko i jak najlepiej wykonywać swoją pracę. W klubie było jednak sporo zmian, między innymi trenerów, a także podejmowano decyzje, na które nie miałem wpływu. Kiedy spadliśmy do trzeciej ligi, dostałem propozycję pozostania, ale wiązała się ona z obniżeniem pensji. Dla mnie najważniejszy był jednak poziom sportowy. Chciałem nadal grać możliwie wysoko i dlatego szukałem innego rozwiązania.
Trafił pan do Podbeskidzia. Na razie rozegrał pan dziewięć meczów, strzelił gola i miał asystę. Jest pan zadowolony z początku w nowym klubie? Jak ocenia pan pierwsze tygodnie?
– Powiem tak: naprawdę chciałbym zrobić dużo więcej. My jako klub musimy jednak zacząć lepiej funkcjonować jako zespół. Potrzebujemy zwycięstwa. Wydaje mi się, że mamy naprawdę fajny skład jak na tę ligę, ale czegoś nam brakuje. Szukamy rozwiązania, żeby grać lepiej, bo bardzo chcemy wygrywać. Postaramy się coś zmienić już w piątek.
Jeśli chodzi o moje liczby, oczywiście chciałbym strzelać więcej goli. Nie mam jednak aż tak wielu okazji. Czasami zmieniamy też ustawienie, gram trochę inaczej niż wcześniej i muszę się do tego dostosować. To nie są żadne wymówki. Po prostu muszę jeszcze więcej pracować. Myślę, że przyjdą dla nas dużo lepsze czasy.
Jak układa się panu współpraca z Marcinem Włodarskim? Jaki to trener i człowiek?
– Wydaje mi się, że to człowiek, który naprawdę żyje piłką. Jest dość emocjonalny. Wiadomo, że teraz w klubie jest duża presja, ponieważ nie odnieśliśmy jeszcze żadnego zwycięstwa. To działa na wszystkich. Myślę jednak, że jeśli wygramy, wszystko naprawdę będzie wyglądało dużo lepiej.
Wspomniał pan wcześniej, że jednym z powodów odejścia z Zagłębia była chęć gry na wyższym poziomie. Marzy pan jeszcze o powrocie do Ekstraklasy i reprezentacji Białorusi?
– Oczywiście, że chciałbym wrócić do Ekstraklasy i reprezentacji. Muszę jednak być realistą. Fizycznie czuję się jeszcze bardzo dobrze i myślę, że wszystko jest możliwe. Trzeba się po prostu nie poddawać, codziennie ciężko trenować, walczyć i zobaczymy, do czego mnie to doprowadzi.
Ostatni mecz w kadrze zagrał pan w czerwcu 2025 roku. Czy od tamtej pory miał pan kontakt z selekcjonerem, sztabem?
– Parę spotkań później doszło do zmiany selekcjonera reprezentacji Białorusi. W jego sztabie jest asystent-analityk, który powiedział mi, że dostał od nowego trenera głównego informację, żeby również mnie obserwować. Bezpośredniego kontaktu jednak nie miałem. Na razie to wszystko.
Ma pan kontakt z innymi Białorusinami grającymi w Polsce, na przykład Ilją Szkurinem czy Glebem Kuczką?
– Nie mam takiego kontaktu na co dzień. Kiedy graliśmy przeciwko sobie z Szkurinem, długo rozmawialiśmy, ale poza tym nie utrzymuję regularnych kontaktów z zawodnikami z Białorusi.
Na koniec jeszcze słowo o Białorusi. W miarę możliwości odwiedza pan ojczyznę?
– Oczywiście, że tak. Teraz po prostu potrzebuję więcej czasu, żeby pojechać do domu. Ze względu na granicę i odległość z Bielska-Białej do Mińska nie jest to takie proste. Mamy też małe dziecko, więc przed taką podróżą trzeba wszystko dobrze zaplanować.
Na pewno pojedziemy na Sylwestra, kiedy będzie przerwa między rundami. Oczywiście odwiedzam Białoruś, kiedy tylko mogę. Czasami przyjeżdża też moja mama, przyjeżdża mój brat. Staramy się więc utrzymywać kontakt i jeździć do domu, tylko potrzebuję na to więcej czasu, żeby wszystko dobrze zorganizować.