Bramkarz Śląska nie trafił do Legii. "Wyszło mi to na dobre"
Karol Niemczycki wrócił do Ekstraklasy i szybko wywalczył sobie miejsce między słupkami Śląska Wrocław. W rozmowie ze Stolicą Sportu opowiedział o kulisach transferu, ofertach z Polski i zagranicy, pobycie w Izraelu oraz decyzji o powrocie do kraju, na którą wpływ miały również narodziny córki. Bramkarz wspomina też testy w Legii Warszawa.
Jak to się stało, że trafiłeś do Śląska? Co przekonało Cię, żeby wybrać Wrocław?
– To była dla mnie w tym momencie najlepsza opcja. Po rozmowach z pionem sportowym i trenerami, a także po zasięgnięciu opinii zawodników, którzy tutaj grali, uznałem, że Śląsk daje mi największe możliwości rozwoju. Dlatego podjąłem taką decyzję.
Inne opcje również były, lecz nie chciałbym o nich wspominać. Z szacunku do innych klubów i osób, z którymi rozmawiałem, niech to zostanie między nami. Jestem natomiast bardzo zadowolony z wyboru i cieszę się, że mogę obecnie reprezentować barwy Śląska.
Miałeś propozycje z Ekstraklasy albo z zagranicy?
– Tak, były zapytania z Ekstraklasy i z innych krajów, ale Śląsk był dla mnie w tym momencie najlepszą opcją. Przekonał mnie swoim pomysłem i projektem.
Zakładam, że chciałeś też po prostu wrócić do Polski. W ostatnim czasie ponownie grałeś za granicą. To również miało znaczenie?
– Tak, na pewno chciałem wrócić do Polski. Miesiąc temu urodziła mi się córeczka, więc to również był aspekt, który braliśmy pod uwagę. Cieszę się, że przynajmniej na ten moment jestem bliżej rodziny.
Jak wygląda pierwszy miesiąc w roli taty?
– Pięknie. Tak naprawdę zmieniło się wszystko, bo teraz wszystko jest podporządkowane córeczce. To wspaniały czas – obserwowanie, jak się rozwija i jak każdego dnia funkcjonuje.
Mam wspaniałą żonę, która przejmuje większość obowiązków, kiedy jestem w pracy. Mam dla niej ogromny szacunek. Cieszę się z każdego popołudnia spędzonego z małą. To piękny czas dla nas jako rodziców.
Wysypiasz się, czy jednak zdarzają się nocne pobudki?
– Wysypiam się. Mam naprawdę wspaniałą żonę, która przejmuje nocne obowiązki i zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest dla mnie sen w kontekście regeneracji. Ja staram się przejmować małą po południu, natomiast moja żona dzielnie zajmuje się nią w nocy i świetnie sobie radzi.
Transfer do Wrocławia i narodziny córeczki sprawiają, że możesz traktować Śląsk jako miejsce stabilizacji? Chodzi o to, żeby nie myśleć teraz o kolejnej zmianie klubu za pół roku czy rok?
– W piłce nigdy nie wiadomo. Mam kontrakt ze Śląskiem i jestem w stu procentach skupiony na pracy, dlatego też staram się planować przede wszystkim najbliższy tydzień i patrzeć na to, co jest przed nami, czyli na najbliższy mecz. To, co wydarzy się w przyszłości, będzie efektem obecnej pracy.
Jak wyglądała Twoja rozmowa z trenerem Simundzą, kiedy trafiałeś do Śląska? Co Ci mówił, czego od Ciebie oczekuje? Jak krótko opisałbyś tego szkoleniowca?
– Wiedziałem, że jest trenerem, który dużo wymaga od swoich zawodników – nie tylko pod względem tego, co pokazują na boisku, ale również mentalności. Powiedział mi, jakiej postawy będzie ode mnie oczekiwał na boisku. Oczywiście zaznaczył też, że rywalizacja jest otwarta. Mówił, że mam walczyć o swoje i udowodnić na boisku to, co potrafię.
Rywalizacja przebiega dla Ciebie pomyślnie, bo grasz cały czas. Jak oceniasz współpracę z pozostałymi bramkarzami?
– Patrzę przede wszystkim na siebie. Każdego dnia daję z siebie wszystko i staram się być w jak najlepszej formie, żeby pomagać zespołowi.
Czujesz, że jesteś dziś lepszym bramkarzem niż przed wyjazdem z Polski?
– Na pewno. Przede wszystkim ze względu na liczbę doświadczeń, które zdobyłem, oraz trenerów, których spotkałem. Z każdego miejsca starałem się wyciągnąć coś dla siebie. Jestem bogatszy zarówno o doświadczenia piłkarskie, jak i życiowe.
Masz indywidualne cele na ten sezon?
– Patrzę przede wszystkim na proces i mój stały rozwój. Staram się koncentrować na swojej pracy i z każdym meczem czuć się lepiej oraz być w coraz lepszej formie. Piłka to sport drużynowy, więc sporo zależy od całego zespołu. Zawsze spoglądam na to, na co mam wpływ. Chodzi o to, by wyciągać to, co dobre, plus regularnie się poprawiać.
Co chciałbyś jeszcze poprawić? I co udało Ci się rozwinąć za granicą – czy to w Izraelu, czy wcześniej w Niemczech?
– To wiele aspektów. Każdy trener ma swój pomysł na piłkę. Każdy klub, w którym byłem, charakteryzował się inną specyfiką. W Niemczech było dużo rozgrywania od tyłu – bramkarz był wręcz obrońcą na 30. metrze, który cały czas rozgrywał. Można było dużo z tego wynieść.
W Izraelu spotkałem się z luźniejszym podejściem, typowym dla krajów południowych – jest mniejsza napinka i więcej radości z piłki. Można było mnóstwo wyciągnąć z kultury i boiska.
Pobyt w Izraelu był ważnym momentem w Twojej karierze. Po okresie spędzonym na ławce i trybunach w Niemczech w końcu wróciłeś do regularnego grania.
– Na pewno był to dla mnie bardzo wartościowy czas. Dużo się nauczyłem, również jeśli chodzi o kulturę. Zobaczyłem trochę inne funkcjonowanie ludzi na co dzień. Również pod względem religijnym i duchowym był to dla mnie wyjątkowy czas. Jerozolima to ważne miejsce dla nas, chrześcijan. Dużo wyciągnąłem dla siebie. Gdyby nie ten wyjazd, pewnie nie pojechałbym tam tak szybko, a jednak warto było zobaczyć miejsca, które są dla mnie historycznie ważne z perspektywy wiary.
Wiele wyciągnąłem również od ludzi, których tam spotkałem, choćby polskiego zakonnika Zacheusza. Poznaliśmy go w Jerozolimie. To było dla nas ważne doświadczenie.
To był dla mnie przede wszystkim wyjazd związany z piłką. Podejmując decyzję, kierowałem się kryteriami sportowymi. Chodziło mi o to, żeby jak najszybciej wrócić na boisko i do regularnego grania. Tak się też stało, dlatego uważam, że był to dla mnie bardzo dobry okres.
Wspomniałeś o zakonniku. Czego Cię nauczył?
– Przede wszystkim było to poznanie miejsca, w którym się znalazłem, i pewne zbliżenie się do Pisma Świętego oraz tego, co jest w nim napisane. Przejście drogami, którymi szedł Jezus, było dla mnie bardzo wartościowym doświadczeniem. Możliwość zobaczenia tego wszystkiego na żywo, właśnie w tamtym miejscu, było czymś wyjątkowym.
Jak czułeś się w samym mieście, w Aszdod?
– Zostałem ciepło przyjęty. Naprawdę nie mam na co narzekać. Wszyscy byli bardzo otwarci i pomogli mi w aklimatyzacji na początku. Dzięki temu szybko poczułem się tam dobrze.
Patrząc na mapę, widziałeś, że Aszdod leży między Strefą Gazy a Tel Awiwem. Nie miałeś obaw związanych z tym, że w regionie toczyły się działania wojenne?
– Przed wyjazdem na pewno były obawy. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Patrząc na to, co działo się w mediach, można było wyciągać różne wnioski. Wziąłem ryzyko na siebie. Wiedziałem, że sytuacja jest bardzo dynamiczna. Na całe szczęście nie spotkałem się z większymi problemami.
Spędziłeś tam półtora roku – najpierw na wypożyczeniu, a później zostałeś wykupiony. Klub chciał Cię zatrzymać również tego lata?
– Tak, ale patrzyłem na to przede wszystkim z perspektywy życiowej i piłkarskiej. Gdy odezwał się Śląsk, wiedziałem, że to duży klub, z wielkimi ambicjami, kapitalnym stadionem i świetnymi kibicami. Wybrałem dobry krok dla mojego rozwoju. Na szczęście wszystko udało się załatwić tak, że doszło do transferu.
Wróciłeś do Ekstraklasy. Masz wrażenie, że ta liga zmieniła się od czasu, kiedy ją opuszczałeś?
– Jest więcej jakościowych zawodników. Wrócili doświadczeni Polacy, którzy mają duże doświadczenie zagraniczne. Każdy zespół się wzmacnia, coraz więcej ekip chce rywalizować o wyższe cele, co widać choćby po transferach.
Liga jest ciekawsza, silniejsza i bardziej wyrównana. Ekstraklasa zrobiła naprawdę dobre kroki, jeśli chodzi o rozwój.
Są jakieś zespoły, które szczególnie Cię urzekły swoim stylem gry czy wynikami, a wcześniej byś nie przewidywał, że będą wysoko?
– Nie. Nie miałem żadnych przewidywań odnośnie tego, kto będzie w czołówce. Koniec końców koncentruję się na tym, żebyśmy to my punktowali. Za nami dopiero kilka meczów, a sezon jest długi. Ze swojej strony chcemy zrobić wszystko, żeby na finiszu rozgrywek być jak najwyżej w tabeli.
Czyli na pierwszym miejscu?
– Jesteśmy beniaminkiem. Zdajemy sobie sprawę, że liga jest bardzo wyrównana i mocna. Miniony sezon pokazał, że zespoły, które teoretycznie powinny być w czołówce, do końca walczyły o utrzymanie. Chodzi o pokorę, podejście z meczu na mecz, regularnie punktowanie i koncentrowanie na teraźniejszości. Spotkania są zacięte, różnice między zespołami są niewielkie.
Te niewielkie różnice widziałeś też w dotychczasowych meczach?
– Tak. Mecze z Widzewem czy Legią pokazały, że byliśmy blisko zwycięstwa, ale w końcówkach traciliśmy punkty. Mimo tego, rywalizowaliśmy jak równy z równym, czasami nawet dominowaliśmy. Możemy mierzyć się z większymi markami, kandydatami do czołowych miejsc.
Nie można jednak deprecjonować żadnego zespołu. Nawet ekipy, które są niżej w tabeli, mogą być bardzo wymagającymi rywalami. Dlatego koncentracja i determinacja są bardzo ważne w każdym meczu i przeciwko każdemu przeciwnikowi.
Jak czujesz się na początku sezonu?
– Dobrze. Uważam, że z meczu na mecz jestem w coraz lepszej formie i czuję się coraz pewniej. Koncentruję się na tym, by moje występy miały jak najwięcej jakości.
Słówko o Piotrze Samcu-Talarze, bo teraz sporo się o nim mówi. Jaki to zawodnik?
– Czołowy dla Śląska. W tym sezonie dał nam dużo ważnych goli i asyst. Mam nadzieję, że szybko wróci do gry po kontuzji.
Twoim zdaniem, kiedy wróci do gry, powinien dostać powołanie do reprezentacji?
– Tego mu życzę.
A selekcjoner powinien zwracać uwagę na jeszcze kogoś ze Śląska?
– Nie wiem. To pytanie do selekcjonera.
Kiedyś zostałeś dowołany do reprezentacji, choć ostatecznie nie zagrałeś. Może selekcjoner powinien również patrzeć w Twoją stronę, szczególnie że powołuje także jednego bramkarza z Ekstraklasy?
– Jestem zawsze do dyspozycji. Staram się robić swoje. Tylko dobra gra może w tym pomóc. Powołanie do reprezentacji to wielki zaszczyt i wyróżnienie.
To jest dla Ciebie marzenie i cel, czy raczej spokojnie podchodzisz do tematu reprezentacji?
– Przede wszystkim skupiam się na dobrych występach w klubie – tylko to może dać następne cele i kroki w karierze. To jest teraz dla mnie najważniejsze.
Jeśli chodzi o polskich bramkarzy w Ekstraklasie – obserwujesz ich? Nie chodzi nawet o bezpośrednie porównywanie się, ale o to, żeby zobaczyć, co ma jeden, czego nie ma drugi, a co Ty możesz jeszcze poprawić?
– Nie porównuję się. Staram się skupiać na sobie i na swoim procesie. Oczywiście oglądam też innych bramkarzy, również z zagranicznych lig. Mam kilku, których obserwuję i co tydzień oglądam ich występy. Robię to przede wszystkim po to, żeby zobaczyć inne rozwiązania, podpatrzyć pewne elementy i cały czas się czegoś uczyć, choćby pod kątem taktycznym.
Których bramkarzy oglądasz?
– Mam kilku, których śledzę na bieżąco. Bardzo lubię oglądać Donnarummę, Vicario z Juventusu, Garcię z Barcelony, Alissona z Liverpoolu. Obserwując ich, skupiam się na detalach, które mogą mi pomóc w udoskonaleniu mojej gry.
W 2015 roku byłeś na testach w Legii Warszawa. Pamiętasz jeszcze, jak one przebiegały?
– Oczywiście, że pamiętam. Trenowałem przez tydzień z pierwszym zespołem, pod okiem Krzysztofa Dowhania, który wychował wielu dobrych bramkarzy. To było dla mnie bardzo fajne doświadczenie. Ćwiczyłem z Dusanem Kuciakiem i Arkiem Malarzem.
Był to mój pierwszy kontakt z seniorską piłką i pierwszy raz, kiedy trenowałem z pierwszym zespołem. Fajnie to wspominam.
Jak w ogóle doszło do tego, że trafiłeś na testy do Legii?
– Stało się to za pośrednictwem mojego ówczesnego menadżera.
Po tych testach miałeś jakieś rozmowy z trenerem Dowhaniem albo innymi osobami z klubu w kontekście dalszej współpracy z Legią?
– Tak. Rozmawialiśmy i byli zadowoleni z moich umiejętności oraz postawy, ale z tego, co pamiętam, mieli wtedy chyba pełny skład w kategorii U-16, więc nie było dla mnie miejsca.
Cieszę się jednak, że ostatecznie tak to się potoczyło, bo półtora roku później wyjechałem do Holandii. Myślę, że koniec końców wszystko dobrze się ułożyło.
Można więc powiedzieć, że wyszło Ci na dobre, że wtedy nie trafiłeś do Legii?
– Gram w piłkę w klubie Ekstraklasy i od kilku lat funkcjonuję na profesjonalnym poziomie. Myślę więc, że to, jak wszystko się ułożyło, ostatecznie wyszło mi na dobre. Nie rozpamiętuję tego jakoś szczególnie.
A w kolejnych latach, już po testach, Legia jeszcze się do Ciebie odzywała? Było jakieś zainteresowanie, żebyś trafił do niej na stałe?
– Nie słyszałem nic o tym.
Ale byłbyś kiedyś otwarty na taki transfer?
– Na ten moment jestem w Śląsku i staram się grać dla tego klubu jak najlepiej. Co będzie w przyszłości, tego nikt nie wie. Teraz jestem głową, sercem i umysłem we Wrocławiu i staram się jak najlepiej przygotować do najbliższego meczu.