Puchacz po powrocie do reprezentacji: „czułem się jak za pierwszym razem”

Puchacz po powrocie do kadry: „Czułem się trochę jak za pierwszym razem”

Polska - Chorwacja 3:3 Nicola Zalewski Tymoteusz Puchacz
fot. Rafał Smoliński
Avatar użytkownika Maciej Ziółkowski
5 minut czytania

Po niemal dwóch latach przerwy Tymoteusz Puchacz znów znalazł się w kadrze. Zanim jednak wrócił na zgrupowanie, musiał odbudować karierę — od treningów w parkach i z czwartoligowymi rezerwami po mistrzostwo Azerbejdżanu i fazę ligową Ligi Mistrzów.

Tymoteusz Puchacz ostatni raz zagrał w reprezentacji Polski 18 listopada 2024 roku, w przegranym 1:2 meczu Ligi Narodów ze Szkocją. Od tamtej pory jego kariera zdążyła przejść przez bardzo poważny zakręt — i wrócić na prostą w miejscu, o którego istnieniu sam wcześniej nie wiedział.

Po zakończeniu pobytu w Holstein Kiel przez około cztery miesiące nie miał klubu. Trenował indywidualnie, w parkach, gościnnie z zespołami z niższych lig. Był nawet bliski pozostania w Niemczech i gry w czwartoligowych rezerwach Holstein. Ratunek przyszedł z Azerbejdżanu — z Sabah Baku, klubu, o którym Puchacz przed transferem w ogóle nie słyszał. W sezonie 2025/26 rozegrał tam 33 mecze, miał 12 asyst i dwie bramki, pomagając zdobyć mistrzostwo kraju i Puchar Azerbejdżanu. Najbardziej szalonym momentem okazała się końcówka rewanżu z Hapoelem Beer Szewa w eliminacjach Ligi Mistrzów — po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego Sabah doprowadziło do dogrywki i ostatecznie wywalczyło awans do fazy ligowej Champions League. Sam Puchacz wspominał, że po tej akcji padł na murawę i miał ciarki na całym ciele.

Teraz, we wrześniu 2026, znów jest w kadrze. Na konferencji przed meczem ze Szwecją na Strawberry Arena mówił o tym powrocie z widocznym entuzjazmem: „Przyjazd na kadrę był dla mnie bardzo radosny. Czułem się trochę jak za pierwszym razem, bo dawno mnie tutaj nie było. Znałem jednak większość ekipy, więc szybko się wdrożyłem. Zmieniła się przede wszystkim jakość na treningach. Na co dzień nie miałem okazji oglądać w akcji aż tylu «kotów». Gra jest szybsza, widać większe umiejętności. Musimy to jutro pokazać na boisku w meczu ze Szwecją”.

W spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną Puchacz nie pojawił się na boisku. Pytany o to, nie ukrywał emocji, ale też szybko przeszedł do konkretu: „Jako sportowiec mogłem poczuć pewne emocje. «Franek» to jednak bardzo dobry piłkarz, wszedł i dał dobrą zmianę. Ja skupiłem się na treningu wyrównawczym, żeby dobrze się zaprezentować, bo na to mam wpływ. Jest we mnie ogień i chcę jak najszybciej zagrać — pierwszy, drugi, trzeci mecz. Czekam na swoją szansę i jestem w gotowości”. Dodał też: „Dużo treningów nie było na tym zgrupowaniu, ale trener i sztab mi się przygląda. Jeśli dostanę szansę w najbliższych meczach, dopiero wtedy będzie to dla mnie prawdziwy test. Trening to jedno, ale największym sprawdzianem są mecze”.

Ciekawe jest to, jak przez ostatnie lata zmieniło się jego podejście do futbolu. We wrześniu 2026 roku sam stwierdził, że piłka nożna nie jest już najważniejszą rzeczą w jego życiu. Wcześniej — jak tłumaczył — był uzależniony od wyników i własnych występów, a humor zależał od tego, czy grał i jak zagrał. Teraz piłka jest u niego dopiero na drugim miejscu, a szczęście dają mu żona i wiara w Boga. Żartował też, że stał się „influencerem”, bo po transferze do Sabah część osób zaczęła postrzegać go bardziej jako osobowość medialną niż piłkarza. Ripostował krótko — skoro „influencer” może grać w Lidze Mistrzów, to nie ma z tym problemu.

Ten dystans było widać też w odpowiedzi na pytanie o rewanż na Szwedach za marcową porażkę w walce o mistrzostwa świata. „Nie było takich rozmów wśród chłopaków. Mnie też nie było wtedy na zgrupowaniu. Oglądałem ten mecz w telewizji, więc miałem inne emocje niż zawodnicy, którzy w nim uczestniczyli. Nie ma co szukać zadry czy dodatkowych tematów. Trzeba po prostu dobrze zagrać i jutro wygrać”. Zapytany, co wtedy czuł, odpowiedział: „Byłem w Baku i skupiałem się na zdobyciu mistrzostwa oraz pucharu. Na co dzień staram się koncentrować na rzeczach, na które mam największy wpływ”.

Nie unikał też tematu opinii o swoich słabościach w obronie. „Ile osób, tyle opinii. Każdy zwraca uwagę na inne rzeczy w futbolu. Oczywiście jako obrońca przede wszystkim muszę dobrze bronić. To, co mogę dać do przodu, jest natomiast moim atutem”. To zresztą spójne z tym, kim był od zawsze — już jako nastolatek w Lechu Poznań mówił, że inspiruje się Cristiano Ronaldo, Messim i Hazardem, bo zawsze zwracał szczególną uwagę na zawodników radzących sobie najlepiej w pojedynkach jeden na jeden.

Droga Puchacza od akademii we Wronkach, przez 82 mecze w pierwszym zespole Lecha, mistrzostwo Turcji z Trabzonsporem, wypożyczenie do Panathinaikosu i cztery miesiące bez klubu, aż po mistrzostwo Azerbejdżanu i powrót do kadry — sama w sobie jest dowodem na to, co powiedział o rywalizacji: „Piłka nożna to bardzo dynamiczny sport. Czasem jesteś na trybunach, a chwilę później wskakujesz do składu na następny mecz. Wszystko bardzo szybko się zmienia. Każdy piłkarz chce jak najwięcej grać i to jest normalne. Jeśli jednak dostanę szansę, wiem, że ważne będzie przede wszystkim chłodne podejście”.

Źródło: laczynaspilka.pl

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie