Bąk nie zostawił suchej nitki na Wiśniewskim. „Powinien otrzymać zakaz gry”
Były kapitan reprezentacji Polski nie przebierał w słowach po tym, co zobaczył w meczu ze Szwecją. Błąd na boisku to jedno, ale to, co Przemysław Wiśniewski powiedział po spotkaniu, kompletnie przebiło czarę goryczy.
Przemysław Wiśniewski miał ostatnio trudny wieczór w kadrze. Obrońca Widzewa Łódź popełnił błąd przy bramce Viktora Gyökeresa na 1:3 w meczu ze Szwecją, a to, co powiedział potem w wywiadzie, okazało się jeszcze gorsze niż sam faultywy odbiór.
Wiśniewski stwierdził, że świadomie odpuścił rywala. Nie przeprosił, nie przyznał się do słabszego dnia. I właśnie to najbardziej rozjuszyło Jacka Bąka, byłego kapitana reprezentacji. W rozmowie z WP SportoweFakty 53-latek nie zostawił suchej nitki na 28-letnim stoperze.
„Nie wiem, czy on w ogóle wie, że gra w piłkę nożną, czy może w siatkówkę” — grzmiał Bąk. „Jak można palnąć taką głupotę? Nie mogłem w to uwierzyć, aż musiałem odsłuchać dwa razy.” Były reprezentant poszedł jeszcze dalej: „Wypisał się z tej reprezentacji. Powinien otrzymać zakaz gry. Pierwszą głupotę zrobił na boisku, kolejną w wywiadzie.”
Bąk wprost powiedział, że gdyby to on był selekcjonerem, Wiśniewski nigdy więcej nie założyłby koszulki z orzełkiem. Zdaniem byłego kapitana obrońca powinien był po prostu wyjść do mediów i powiedzieć: „Przepraszam, zawaliłem mecz, nie zdążyłem, błędy się zdarzają”. Zamiast tego usłyszeliśmy, że świadome odpuszczenie rywala było zamierzonym zagraniem. Dla Bąka to nie mieści się w żadnych kategoriach.
Selekcjoner Jan Urban też nie przeszedł obok tej sytuacji obojętnie. Uznał wypowiedź Wiśniewskiego za niefortunną i przy okazji kolejnego meczu odesłał go na trybuny. To mocny sygnał dla zawodnika, który stosunkowo niedawno wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie kadry. Wiśniewski zadebiutował w reprezentacji dopiero we wrześniu 2025 roku, a do tej pory uzbierał 9 występów i jednego gola.
Przypomnijmy, że wychowanek Górnika Zabrze wrócił do polskiej ligi w styczniu 2026 roku, gdy Widzew zapłacił Spezii około 4 mln euro za jego transfer. Podpisał kontrakt aż do końca 2030 roku, a sam mówił wtedy, że jednym z powodów powrotu do Ekstraklasy były ambicje reprezentacyjne. Ironia losu chciała, że teraz to właśnie kadra może go odrzucić.
Biało-Czerwonych czeka jeszcze mecz z Bośnią i Hercegowiną w Zenicy. Początek spotkania w poniedziałek o 20:45.