Vinicius Jr. nie odnajduje się nawet w reprezentacji Brazylii

Vinicius nie odnajduje się nawet w reprezentacji Brazylii. Kryzys trwa

Vinicius Junior
fot. Bryan Berlin, Wikimedia Commons
Domyślna grafika
Maciek
3 minuty czytania

Zawodnik, który jako dziecko zapominał wracać do domu na obiad, bo pochłaniała go gra z piłką, teraz na boisku wygląda jakby zapomniał, po co w ogóle na nie wychodzi. Remis Brazylii z Australią uratowany w ostatniej minucie tylko uwypuklił skalę problemów Viniciusa.

Brazylia uratowała remis z Australią w ostatniej minucie, a jednym z głównych tematów po meczu znów był Vinicius Jr. Pierwszy występ reprezentacji po niespodziewanej porażce na mundialu miał być okazją do odpowiedzi na boisku. Zamiast tego kibice zobaczyli zawodnika, który uczestniczył w grze, ale ani razu nie zbliżył się do poziomu, jakiego się po nim oczekuje.

To był test, na który wielu czekało. Przy Brazylijczyku skupiły się kamery, bo jego problemy w Realu Madryt są od tygodni tematem numer jeden w Hiszpanii. Pytanie brzmiało: czy zmiana otoczenia, koszulka z orzełkiem na piersi, obecność Raphinhii obok mogą coś odmienić? Odpowiedź jest jednoznaczna. Nie.

A przecież mowa o piłkarzu, który drybling ma we krwi. Jako czterolatek zaczął kopać piłkę na ulicach São Gonçalo pod Rio de Janeiro. Sam opowiadał w wywiadzie dla UEFA, że uliczna piłka nauczyła go odwagi w pojedynkach i błyskawicznego podejmowania decyzji. Między szóstym a dziesiątym rokiem życia szlifował technikę w futsalu, codziennie pokonywał nawet trzy godziny autobusem, żeby dotrzeć na treningi Flamengo. Carlos Eduardo „Cacau” Abrantes, człowiek, który odkrył jego talent, żartował kiedyś, że żeby go zatrzymać, potrzebny byłby motocykl.

Dziś ten sam zawodnik w derbach z Atlético Madryt podjął zaledwie dwie próby dryblingu. Obie nieudane. José Mourinho zmienił go w 53. minucie po czerwonej kartce Huijsena, przy niekorzystnym wyniku. Na twarzy Viniciusa nie było złości, nie było buntu. Była rezygnacja. Wyglądał, jakby sam rozumiał decyzję trenera.

To nie był incydent. Mourinho publicznie wspierał Brazylijczyka, ale w czterech ostatnich meczach przed przerwą na kadrę zdejmował go z boiska przed czasem. Na początku sezonu, pod nowym szkoleniowcem i z nowym kontraktem przedłużonym w sierpniu do 2032 roku, Vinicius prezentował się jako rozpoznawalny, choć mniej skuteczny niż zwykle. Angażował się w pressing, odzyskiwał piłki częściej niż kiedykolwiek. Coś się jednak zaczęło psuć.

Kryzys drużyny wciągnął go jak w wir. Im gorzej szło Realowi, tym bardziej uwaga skupiała się na nim, a im bardziej się na nim skupiała, tym gorzej wyglądał na boisku. To spirala, z której 26-latek nie potrafi się wydostać od dłuższego czasu. Sam przyznaje, że nie jest w dobrym momencie. Wie, że klub mu zaufał, odrzucając poważną ofertę Arsenalu i dając nowy kontrakt, gdy wielu wątpiło w sensowność tej decyzji.

Vinicius wielokrotnie podkreślał, że nie zamierza rezygnować ze swojego stylu gry, z dryblingów i radości na boisku. Mówił, że to część jego futbolu. Problem w tym, że w tej chwili tej radości po prostu nie widać. Ani w Madrycie, ani w reprezentacji.

Przed Realem wyjątkowo trudny październik. Strata do Barcelony wynosi już sześć punktów, a miesiąc zakończy się wyjazdem na Camp Nou. Vinicius ma jeszcze dwa mecze w kadrze Carlosa Ancelottiego, żeby spróbować się przełamać. Jeśli wróci do Madrytu w tym samym stanie, rozmowy o jego miejscu w wyjściowym składzie Mourinho mogą przybrać zupełnie nowy ton.

Źródło: Grada3

Nie przegap kolejnych treści!

Dodaj nas do preferowanych źródeł Google

Dodaj w Google

Wybrane dla Ciebie