Vinícius Júnior pod ostrzałem krytyki po meczu z Australią. „Zapomniał, jak się gra w piłkę”
Towarzyski mecz Brazylii z Australią miał być dla Viníciusa Júniora okazją do odetchnięcia od presji panującej w Madrycie. Zamiast tego dolał oliwy do ognia, a media społecznościowe nie zostawiły na nim suchej nitki.
Vinícius Júnior zakończył towarzyskie spotkanie Brazylii z Australią (1:1) ze statystykami, które natychmiast obiegły internet: zero goli, zero asyst, zero dośrodkowań, zero udanych dryblingów. Do tego zaledwie jeden wygrany pojedynek na ziemi przy dwóch stoczonych i zero wkładu defensywnego. Na plus można mu zapisać jedynie trzy kluczowe podania.
To właśnie pojedyncze akcje Brazylijczyka wywołały największe poruszenie. Fragmenty jego nieudanych zagrań błyskawicznie stały się viralowe, gromadząc setki tysięcy wyświetleń. Reakcje kibiców były bezlitosne. „Vinícius zapomniał, jak się gra w piłkę” — pisali internauci. Inni ironicznie komentowali: „Vinícius jest przerażająco dobry po przedłużeniu kontraktu”.
Bo kontekst tego meczu jest szczególny. 6 sierpnia 2026 roku skrzydłowy podpisał nową umowę z Realem Madryt obowiązującą do 2032 roku. Od tamtej pory jego forma jednak nie odpowiada oczekiwaniom, jakie wiążą się z tak długoterminowym zobowiązaniem klubu. W obecnym sezonie 2026/27 Vinícius rozegrał osiem spotkań we wszystkich rozgrywkach, spędzając na boisku 652 minuty. Bilans? Jeden gol i trzy asysty. W samej La Liga, gdzie wystąpił w siedmiu meczach — za każdym razem od pierwszej minuty — też ma na koncie tylko jedno trafienie i trzy ostatnie podania w 565 minutach gry. W Lidze Mistrzów zagrał w jednym spotkaniu, kończąc je bez punktu.
Problem wykracza daleko poza jeden towarzyski mecz. Vinícius słyszał już buczenie na Santiago Bernabéu ze strony własnych kibiców. Atmosfera wokół niego robi się coraz bardziej napięta, a każdy kolejny przeciętny występ tylko ją podsyca. Dla zawodnika, który jeszcze niedawno był uważany za jednego z najlepszych piłkarzy świata, to zupełnie nowa i bardzo niekomfortowa sytuacja.
Jedyną skuteczną odpowiedzią na narastającą krytykę może być tylko gra. Kontrakt do 2032 roku daje mu mnóstwo czasu, ale cierpliwość kibiców i mediów jest wyraźnie na wyczerpaniu.