Tebas uderza w Real Madryt: „Najbardziej zbuntowany klub w Hiszpanii”
Prezes LaLigi nie przebierał w słowach, gdy zapytano go o relacje z Realem Madryt. Javier Tebas po raz kolejny publicznie skrytykował klub Florentino Péreza, a przy okazji zarysował obraz zagrożeń, które jego zdaniem mogą rozbić futbol na dwie klasy.
Javier Tebas nie zostawił wątpliwości, kogo uważa za największego buntownika w hiszpańskiej piłce. W obszernym wywiadzie dla Diario AS prezes LaLigi wprost wskazał na Real Madryt.
„Najbardziej zbuntowany klub w Hiszpanii to Real Madryt, ponieważ liderzy Madrytu mają sposób rozumienia piłki nożnej, którego ja nie podzielam” — powiedział Tebas. Dodał, że na szczeblu europejskim analogiczną rolę odgrywa Nasser Al-Khelaifi.
Konflikt między Tebasem a Florentino Pérezem trwa od lat i dotyczy wielu płaszczyzn, od sposobu nacisku Realu na sędziów za pośrednictwem Real Madrid TV po wizję przyszłości europejskich rozgrywek. Tebas, prawnik z wykształcenia i prezes LaLigi nieprzerwanie od 2013 roku, od dawna pozycjonuje się jako obrońca całego ekosystemu ligi, nie tylko jej największych marek.
„Zbudowaliśmy niesamowitą piłkę nożną w ciągu 20 lat i musimy jej bronić, żeby nam nie uciekła. W tym pociągu są lokomotywy, jak Madryt czy Barça, ale potrzebujemy też wagonów” — argumentował.
Spora część rozmowy dotyczyła przeładowanego kalendarza. Tebas zwrócił uwagę, że sam format LaLigi z 20 drużynami nie jest problemem. Problemem są rosnące rozgrywki reprezentacyjne, rozbudowane puchary europejskie i klubowe mistrzostwa świata, które razem tworzą, jak to ujął, „bardzo skomplikowaną piłkę nożną”.
Prezes zilustrował to przykładem ze Szwajcarii. Young Boys, uczestnicząc w Lidze Mistrzów, zarabiają 35 milionów, podczas gdy drugi klub w lidze, niegrający w Europie, inkasuje od 5 do 10 milionów. „Ta liga jest rozbita” — ocenił krótko. Jego zdaniem, jeśli podobne dysproporcje będą narastać w całej Europie, naturalną konsekwencją stanie się Superliga, „czego niektórzy świadomie szukają”.
Tebas od lat jest jednym z najgłośniejszych krytyków projektu Superligi forsowanego przez Florentino Péreza. W wywiadzie poszedł jednak dalej, rozróżniając dwie wersje zagrożenia. „Superliga w trybie przewijania do przodu, ta którą chciał Florentino, została zatrzymana. Ale Superliga w zwolnionym tempie już trwa. Jeśli nie podejmiemy działań, skończymy z dwupoziomowym futbolem” — ostrzegał. To zresztą nie pierwszy raz, gdy Tebas mówi o ryzyku „dwóch prędkości” w europejskiej piłce.
Zapytany o astronomiczne ceny biletów na El Clásico, prezes LaLigi umył ręce. „Kwestia biletów to sprawa klubów, w którą LaLiga nie może ingerować” — odparł.
Na koniec otworzył temat ewentualnej rewizji podziału pieniędzy z praw telewizyjnych. Przypomniał, że obecne zasady wynikają z dekretu królewskiego z maja 2015 roku, który ustanawia maksymalny stosunek 3,5 do 1 między przychodami największego i najmniejszego klubu. „Są tacy, którzy lobbują za zmianą tego dekretu, żeby zarabiać jeszcze więcej. To podejście, które trzeba będzie rozważyć — czas na przegląd. W Anglii mają większe przychody z płatnej telewizji” — przyznał Tebas, sygnalizując, że dyskusja o nowej formule jest kwestią czasu.