Simundza przed meczem o posadę: „Nie boję się zwolnienia”
Śląsk Wrocław z sześcioma punktami po jedenastu kolejkach zajmuje 17. miejsce w tabeli. Niedzielne spotkanie z Wieczystą Kraków może rozstrzygnąć los słoweńskiego szkoleniowca, który otwarcie mówi o presji towarzyszącej fatalnym wynikom.
Ante Simundza stanął przed dziennikarzami i nie owijał w bawełnę. Zapytany o doniesienia mediów, że niedzielny mecz z Wieczystą Kraków jest jednocześnie egzaminem z dalszego zatrudnienia, odparł krótko: „Nie czuję strachu. Nie boję się zwolnienia, bo jest to częścią mojej pracy”.
Liczby są jednak bezlitosne. Po jedenastu kolejkach Ekstraklasy Śląsk zgromadził zaledwie sześć punktów i okupuje 17. pozycję w tabeli. Dla beniaminka, który latem stawiał sobie ambitniejsze cele, to katastrofalny dorobek.
Słoweński szkoleniowiec na konferencji prasowej próbował zdiagnozować problem. „Staraliśmy się znaleźć przyczynę: dlaczego wyniki nie są na odpowiednim poziomie? Dlaczego zawodnicy nie dają z siebie więcej lub nie pokazują swojej jakości w trakcie meczów?” – mówił. Wskazał na zjawisko, które obserwuje od tygodni: treningi wyglądają zupełnie inaczej niż spotkania ligowe. „Jeśli porównam treningi oraz mecze, to widać, że mamy do czynienia z dwoma różnymi zespołami” – przyznał.
Simundza zaznaczył przy tym, że widzi postęp w porównaniu z początkiem sezonu, choć punkty tego nie potwierdzają. Presja jest, ale traktuje ją jako bodziec. „Kiedy wyniki nie są na poziomie oczekiwanym przez klub, osobą najbardziej odpowiedzialną za taki stan rzeczy jest trener. Mam w tym spore doświadczenie, oczywiście odczuwam presję, ale jednocześnie sprawia ona, że zaczynam myśleć nieco inaczej i staram się być lepszy” – tłumaczył.
Kontekst ligowy potęguje napięcie. W ostatnich dniach trenerów stracili już Raków Częstochowa i Korona Kielce. Jeśli Śląsk nie wygra w niedzielę u siebie, Simundza może być trzecim szkoleniowcem odesłanym z ławki w krótkim odstępie czasu.