Nowy prezes PKOL zapowiada ograniczenie władzy szefa i naprawę relacji z rządem
Nikt nie rwał się do sterowania Polskim Komitetem Olimpijskim po odejściu Radosława Piesiewicza. Spośród ośmiorga wiceprezesów tylko Marian Kmita zdecydował się przejąć odpowiedzialność za organizację pogrążoną w kryzysie wizerunkowym.
Spośród ośmiorga wiceprezesów Polskiego Komitetu Olimpijskiego tylko jeden zdecydował się przejąć stery organizacji pogrążonej w kryzysie po aferze Zonadcrypto z udziałem Radosława Piesiewicza. Został nim Marian Kmita.
Sam zainteresowany nie ukrywa, że jego wybór był w dużej mierze wynikiem braku alternatywy.
„Nie było tak, że był las rąk i z tych ośmiorga wiceprezesów każdy mówił: to ja, to ja. Tak nie było” — powiedział w Kanale Sportowym. Swoją kandydaturę uzasadnił doświadczeniem w ratowaniu instytucji wymagających, jak to ujął, „gwałtownej naprawy wizerunku”.
Najistotniejsza z zapowiedzianych zmian dotyczy struktury władzy w PKOl. Kmita chce ograniczyć samodzielność prezesa na rzecz zarządu, który ma uzyskać pełną kontrolę nad działalnością szefa federacji.
„Prezes dostanie jakieś pełnomocnictwa, kompetencje, ale nie będzie wydawania dziesiątków milionów ot tak, bo się prezesowi podoba” — zadeklarował. To wyraźne nawiązanie do stylu zarządzania jego poprzednika, którego samodzielne decyzje finansowe budziły kontrowersje.
Drugim priorytetem jest odbudowa relacji z rządem, a konkretnie z Ministerstwem Sportu. Kmita ocenił ten obszar jako „zrujnowany przez trzy lata” i nie szczędził krytyki ministrowi Sławomirowi Nitrasowi, zapowiadając, że niebawem może dojść do głosowania nad jego immunitetem.
„Nie ma kraju na świecie, w którym Narodowy Komitet Olimpijski walczy z Ministerstwem Sportu, bo to jest nonsens” — stwierdził.
Kmita nie przesądza, jak długo pozostanie na stanowisku. Przyznał otwarcie, że w kwietniu mogą pojawić się kandydaci o silniejszej pozycji w środowisku, wymieniając Otylię Jędrzejczak, Roberta Korzeniowskiego, Justynę Kowalczyk, Adama Małysza i Kamila Stocha.
„Im więcej tych ścigających się, tym lepiej dla polskiego sportu” — podsumował.
Niezależnie od tego, kto ostatecznie pokieruje PKOl na dłuższą metę, Kmita zamierza przygotować grunt pod reformy, które przetrwają jego kadencję.