Ceferin zmienia zdanie i będzie walczył o kolejną kadencję w UEFA
Jeszcze niedawno Aleksander Ceferin zapowiadał, że w 2027 roku odejdzie ze stanowiska. Decyzja o ponownym starcie, ogłoszona na kongresie w Berlinie, zmienia układ sił w europejskiej piłce na najbliższe lata.
Na kongresie Top Executive Program w Berlinie, w którym uczestniczyli przedstawiciele wszystkich 55 federacji członkowskich UEFA, Aleksander Ceferin oficjalnie ogłosił, że zamierza ubiegać się o kolejną kadencję na stanowisku prezydenta organizacji. To zwrot o sto osiemdziesiąt stopni wobec wcześniejszych deklaracji.
Ceferin stoi na czele UEFA od 2016 roku, kiedy zastąpił Michela Platiniego. Dwukrotnie wygrywał reelekcję, a mimo to przez ostatnie lata konsekwentnie zapowiadał, że po zakończeniu obecnej kadencji opuści stanowisko. Jego słowa na kongresie w Berlinie pokazują jednak, że kalkulacja się zmieniła.
„Przez ostatnie lata stawiliśmy czoła niezwykłym wyzwaniom i stawiliśmy im czoła jako jeden zespół. Przed nami jeszcze dużo pracy, dlatego na ich prośbę postanowiłem jeszcze raz kandydować” — powiedział Ceferin, dziękując członkom za zaufanie.
Sformułowanie „na ich prośbę” jest tu kluczowe. Sugeruje, że decyzja o ponownym starcie została podjęta pod wpływem nacisków ze strony federacji, co jednocześnie legitymizuje zmianę stanowiska i sygnalizuje szerokie poparcie wśród elektoratu. W wyborach na prezydenta UEFA głosują właśnie przedstawiciele krajowych związków, a fakt, że na kongresie obecne były wszystkie 55, nadaje deklaracji dodatkową wagę.
Ceferin zakreślił też kierunek swojej potencjalnej nowej kadencji: „Utrzymać naszą piłkę nożną zjednoczoną, wzmocnić naszą grę i pozostawić UEFA gotową na kolejne pokolenie”. To retoryka ciągłości i stabilności, a nie rewolucji, co wpisuje się w logikę urzędującego lidera, który buduje narrację wokół kontynuacji dotychczasowej pracy.
Wybory prezydenckie w UEFA zaplanowano na 22 kwietnia. Miesiąc wcześniej, 18 marca, odbędą się wybory na prezydenta FIFA. 58-letni Słoweniec podtrzymał, że w tych ostatnich nie zamierza kandydować. To rozdzielenie obu decyzji pozwala mu skoncentrować się wyłącznie na europejskiej scenie, gdzie jego pozycja negocjacyjna wobec ewentualnych kontrkandydatów wygląda na bardzo silną.