Fran García o odejściu z Realu Madryt: „Wiedziałem, że kolejny transfer za 60 milionów jest w drodze”
Wychowanek Realu, który zaczynał od kopania piłki w garażu z bratem, musiał pogodzić się z hierarchią wyznaczoną przez wielomilionowe transfery. Teraz po raz pierwszy szczegółowo opowiedział o kulisach pożegnania z Madrytem.
Fran García trafił do akademii Realu Madryt w 2013 roku jako czternastolatek z Bolaños de Calatrava, niewielkiej miejscowości w prowincji Ciudad Real. Zanim założył białą koszulkę, grał w lokalnym klubie Bolaños, a piłkę kopał dosłownie wszędzie. Jak sam wspominał, po szkole błyskawicznie odrabiał lekcje, żeby wyjść na boisko. W garażu grał z bratem, a gdy nie mieli piłki, wystarczała im puszka albo butelka.
Przeprowadzka do Madrytu w wieku 13 lat oznaczała rozłąkę z rodziną i wyrzeczenia, o których kibice rzadko myślą. García mówił wprost, że z perspektywy widza liczy się efekt końcowy, a droga do zawodowego futbolu jest znacznie trudniejsza, niż się wydaje. W Castilli znalazł jednak wsparcie od ludzi, którzy ukształtowali jego grę. Jednym z piłkarskich idoli Garcíi był Marcelo, który pomagał mu podczas wspólnego pobytu w klubie. Wspominał też Roberto Carlosa, od którego miał okazję wiele się nauczyć.
W 2020 roku García trafił na wypożyczenie do Rayo Vallecano, gdzie trenerem był Andoni Iraola, którego Hiszpan nazywał później swoim „sportowym ojcem”. To właśnie Iraola dał mu regularną grę i zaufanie. Z Rayo wywalczył awans do La Liga, a w sezonie 2022/23 rozegrał aż 3408 minut ligowych, co dało mu status zawodnika z pola z największą liczbą minut w całych rozgrywkach. W tamtym sezonie wystąpił łącznie w 40 meczach i zdobył dwie bramki.
Droga Garcíi nie była wolna od przeszkód. W listopadzie 2020 roku doznał częściowego uszkodzenia więzadła krzyżowego, co początkowo wyglądało na poważną kontuzję. Wrócił do gry po zaledwie 19 dniach. Z kolei w styczniu 2023 roku zainteresowanie nim wykazywał Bayer Leverkusen Xabiego Alonso, ale transfer nie doszedł do skutku z powodu braku porozumienia w sprawie formuły transakcji. Ciekawostką jest również historia jego numeru 3 w Rayo. García oddał go Radamelowi Falcao, ponieważ numer ten miał dla kolumbijskiego napastnika szczególne, rodzinne znaczenie.
Po powrocie do Realu Madryt w 2023 roku García spełnił dziecięce marzenie. W pierwszym sezonie sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii, Ligę Mistrzów i Superpuchar Europy. W ciągu trzech lat w pierwszym zespole dorzucił do kolekcji Klubowe Mistrzostwo Świata. Mimo to sytuacja kadrowa stopniowo się komplikowała.
W niedawnej rozmowie z mediami García wyjaśnił, dlaczego zdecydował się odejść. „Sytuacja była skomplikowana, bo wiedziałem, jaką rolę pełniłem przez te lata, mimo że kończyłem grając niemal w każdym sezonie” — przyznał. „Rozumiałem, że po Álvaro Carrerasie, który kosztował 50 milionów, nadchodzi kolejny transfer za 60 milionów. Rozumiałem, że klub da im priorytet nad wychowankiem akademii, bo taka mniej więcej jest polityka, którą demonstrowano przez lata”.
García poprosił Real o możliwość odejścia. „Jestem zawodnikiem, który lubi rywalizować. Lubi cieszyć się tą piękną rzeczą, jaką jest piłka nożna, i wszystkim, co się z nią wiąże” — tłumaczył. „Poprosiłem klub, żeby dali mi opcję odejścia, i zaczęliśmy rozważać różne możliwości. Betis był jedną z nich i ostatecznie do transferu doszło”.
Sam przebieg transferu był błyskawiczny. „Zadzwonili do mnie wieczorem, rano spakowałem wszystko, a następnego dnia poleciałem z drużyną do Niemiec, bo wiedzieli już, że odchodzę”. García podkreślił, że pożegnanie z Realem było pełne ciepła. „Uczucie, kiedy ludzie okazują ci sympatię, dziękują za wspólny czas — to bardzo przyjemne. Dla kogoś, kto przeszedł przez całą strukturę klubu i tam dorastał, to ma jeszcze większe znaczenie”.
García ma także rodzinne związki z Andaluzją od strony matki, więc przeprowadzka do Sewilli nie jest dla niego wyłącznie sportową decyzją. Już wcześniej jego seniorski debiut w reprezentacji Hiszpanii, rozegrany właśnie w Sewilli, miał dla niego szczególny, osobisty wymiar. Teraz w koszulce Betisu zaczyna kolejny rozdział kariery, którą budował od garażowych meczów z bratem w Bolaños de Calatrava.