Ferland Mendy wrócił do treningów z Realem Madryt po pięciu miesiącach przerwy
Kiedy wszyscy zdążyli o nim zapomnieć, Ferland Mendy pojawił się ponownie na murawie treningowej w Valdebebas. Francuz dołączył do grupy, choć rywalizacja o lewą obronę Realu Madryt wygląda dziś zupełnie inaczej niż wtedy, gdy opuszczał boisko.
José Mourinho ogłosił na konferencji prasowej przed spotkaniem z Villarrealem, że Ferland Mendy dołączył do zajęć z pierwszym zespołem. To zaskakująca wiadomość, bo Francuz pauzował od pięciu miesięcy po operacji zerwanego ścięgna mięśnia prostego uda, a problemy z tą okolicą ciała nękały go już wcześniej.
Mendy przez ostatnie lata niemal całkowicie wypadł z rytmu meczowego. Seria kontuzji, ciągnąca się blisko trzy sezony, sprawiła, że wielu kibiców Realu po prostu zdążyło o nim zapomnieć. A przecież mówimy o zawodniku, który był kluczową postacią największych sukcesów drużyny z Madrytu. Jego umiejętności defensywne wielokrotnie neutralizowały najgroźniejszych skrzydłowych na świecie.
Tyle że pod nieobecność Francuza Real nie próżnował na rynku transferowym. Na lewą stronę obrony trafił Marc Cucurella, sprowadzony na wyraźną prośbę Mourinho. Mistrz świata z reprezentacją Hiszpanii szybko stał się pewnym punktem defensywy. Do tego doszedł Álvaro Carreras, zawodnik o nieco innym profilu, z większą skłonnością do gry ofensywnej i lepszym operowaniem piłką.
Sam powrót do treningów to jednak dopiero początek długiej drogi. Mendy otrzymał zgodę na ćwiczenia z drużyną, ale daleko mu do gotowości meczowej. Po pięciu miesiącach bez gry i latach zmagań z urazami klub stawia na ostrożność. Prawdopodobnie Francuz nie zobaczy boiska w oficjalnym meczu przez cały sierpień. Nie ma też takiej potrzeby, bo Cucurella i Carreras radzą sobie na tej pozycji.
W przeszłości każdy trener Realu, od Zidane'a przez Ancelottiego po Xabiego Alonso, stawiał na Mendy'ego, gdy tylko był zdrowy. Mourinho też ceni ten typ obrońcy, szczególnie na wielkie mecze. Najpierw jednak 29-latek musi odzyskać formę fizyczną i stopniowo wracać do rywalizacji. Droga przed nim jest jeszcze długa, ale sam fakt, że znów trenuje z kolegami w Valdebebas, jest najlepszą wiadomością, jakiej mógł się spodziewać.