Moore o Wiśle i Królewskim. „To błyskotliwy gość i kibic od zawsze”
Były prezes Liverpoolu, a dziś doradca i współwłaściciel Wisły Kraków, opowiada o tym, jak trafił do klubu z Reymonta, co go urzeka w polskiej kulturze kibicowskiej i dlaczego atmosfera na stadionie przywołuje mu wspomnienia z młodości.
Peter Moore trafił do Wisły Kraków nietypową drogą. Były prezes Liverpoolu, wcześniej szef Sega of America, człowiek odpowiedzialny za budowanie marki Xboxa i jeden z kluczowych dyrektorów Electronic Arts — do polskiej piłki wprowadził go świat gier wideo. W rozmowie z portalem Flashscore przy okazji Portugal Football Summit opowiedział o tym, jak wygląda jego nowe życie w krakowskim futbolu.
Wszystko zaczęło się od współpracy z krakowskim studiem Reality Games. „Pewnego wieczoru w maju zeszłego roku deweloper, któremu pomagałem, powiedział: chciałbym, żebyś poznał Jarosława Królewskiego” — wspomina Moore. „To trzydziestoparoletni właściciel Wisły Kraków, przedsiębiorca z branży AI, błyskotliwy gość i kibic od zawsze. Klub spadł cztery lata temu, a on go odbudował i wprowadził z powrotem do Ekstraklasy.”
Tamtego wieczoru Moore spacerował po stadionie przy Reymonta i podpowiadał, co zrobiłby inaczej — na podstawie doświadczeń z Anfield. „Spędziłem wieczór, chodząc po obiekcie i wskazując różne rzeczy: to byśmy zrobili tak jak w Liverpoolu, a czy pomyśleliście o tym? Chwilę później Jarosław zaproponował mi rolę doradcy, a ja objąłem też udziały w klubie. Pokochaliśmy to” — mówi. Moore posiada 5 procent akcji Wisły i regularnie konsultuje się z Królewskim, z którym rozmawia praktycznie codziennie.
Szczególne wrażenie robi na nim atmosfera na trybunach. Moore opisał ostatni mecz, który oglądał na żywo: „Byliśmy tam w piątek wieczorem i to było szaleństwo. Prowadziliśmy 1:0, kibiców gości nie było, bo postanowili nie przyjechać. Rywale wyrównali, na stadionie cisza, a potem ostatnim rzutem wolnym w meczu strzeliłeś gola głową i trybuny oszalały. Wygraliśmy 2:1, sędzia odgwizdał koniec i zrobiło się kompletnie szalenie.”
Polska piłka przywołuje mu wspomnienia z dzieciństwa. „Futbol Europy Wschodniej przypomina piłkę z lat 70. i 80. Jest dużo pirotechniki, dużo opraw, dużo fajerwerków, przez które czuję się odrobinę nieswojo, ale to jest surowe. To piłka w najbardziej pierwotnym sensie i ja to kocham” — przyznaje.
O kulturze kibicowskiej w Polsce mówi wprost: „Niesamowita. Teraz jest bardziej kontrolowana, bardziej rodzinna. Chłopaki sprzed dwudziestu lat bywali trochę bardziej rozrabiaccy, ale wszyscy się postarzeli. Jarosław mówi: moi ultrasi to lekarze, prawnicy, dentyści — to jest ich dzień wolny.” I dodaje: „Kultura kibicowska jest fantastyczna i nie ma prawdziwych problemów. Przychodzą z dziećmi, a my tworzymy rodzinną atmosferę wokół stadionu. To jest super.”
Kariera Moore'a w futbolu zaczęła się znacznie wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Jeszcze w latach 90. jako przedstawiciel firmy Reebok negocjował umowy sponsorskie, a po odejściu z Liverpoolu w 2020 roku doradzał m.in. właścicielom walijskiego Wrexham i założył amerykański klub Santa Barbara Sky FC. Z Liverpoolem pozostaje związany emocjonalnie — jak mówi, siedzi pięć tysięcy mil od Anfield i „rzuca przedmiotami w telewizor” w zależności od przebiegu meczu.
O dziedzictwie Jürgena Kloppa w Liverpoolu Moore mówi z wyraźnym sentymentem. „Jürgen rozumiał Liverpool. Rozumiał kibiców. Rozumiał styl gry, który chcieli oglądać. Kiedy przyszedł, mówił o Gegenpressingu, heavy metalowym futbolu” — wspomina. „Mój pierwszy mecz był w 1959 roku i kibice Liverpoolu przez dekady zawsze mieli tę samą postawę. Wygrywamy, przegrywamy, zazwyczaj wygrywamy częściej niż przegrywamy, ale musisz się starać i musisz grać widowiskowo.”
Drugi sezon Arne Slota ocenia ostrożniej. „Bardzo trudno było zapełnić buty Jürgena, ale Arne to zrobił. W drugim sezonie — co w Ameryce nazywamy sophomore slump — było trudniej. Niestety w Liverpoolu, gdy kibice tracą wiarę w trenera, bardzo trudno ją odzyskać” — mówi Moore, podkreślając specyficzną relację fanów z Anfield z menedżerami. „Transparenty na Kopie nie pokazują piłkarzy. Pokazują Shankly'ego, Paisleya, Houlliera, Beníteza, Dalglisha i Jürgena. Nasi trenerzy znaczą dla nas więcej niż nasi piłkarze.”
Moore skomentował również wejście kapitału powiązanego z Amazonem w struktury Liverpoolu. „Gdy ktoś wchodzi przy takiej wycenie za 38 procent udziałów, musiała się odbyć rozmowa o tym, jak będzie wyglądać przyszła struktura właścicielska. Nie nabywasz takiego pakietu za miliardy dolarów bez ścieżki prowadzącej do pełnego przejęcia” — uważa. Zaznacza jednak, że kluczową postacią nie jest Jeff Bezos, lecz Amit Bhatia, zięć Lakshmiego Mittala, który od szesnastu lat jest zaangażowany w Queens Park Rangers. „To jest człowiek futbolu i to na niego trzeba zwrócić uwagę jako przyszłego właściciela Liverpoolu” — podkreśla Moore.